Lato
Korzystamy z lata, tym samym nie mam czasu na pokazywanie sie tu. Wrzucam kilka fotek i uciekam od kompa.




A to rysunek O. - przedstawia jej kolege z przedszkola:

I troche zdjec z sesji zareczynowej.
Korzystamy z lata, tym samym nie mam czasu na pokazywanie sie tu. Wrzucam kilka fotek i uciekam od kompa.




A to rysunek O. - przedstawia jej kolege z przedszkola:

I troche zdjec z sesji zareczynowej.
… mnie tu nie bylo. Ostatnie tygodnie walczylam z sesja zareczynowa, niestety ferie w przedszkolu mocno utrudnily mi prace, ale udalo sie. Chetnie pochwalilabym sie zdjeciami, ale czekam na odpowiedz czy moge je publikowac. Poki co moge pokazac dwa zdjecia z backstage’u:


Nie stresujcie sie mina mlodej - to byl chwilowy pokaz naszej malej DramaQueen.
***
Nie tylko zdjecia trzymaly mnie z dala od bloga. Ostatnie dwa miesiace to dla nas kupa stresu i bardzo mocno popsuta atmosfera w domu. Otoz postanowilismy pomoc przyjacielowi sie tu przeprowadzic (nie, nie jestesmy samarytaninami - on pomaga nam rozkrecic biznes). Niestety jego polowica uparla sie, ze nie bedzie czekac w Polsce az znajdzie sie tu mieszkanie. Tym sposobem od dwoch miesiecy mieszkamy w 3-pokojowym mieszkaniu w 4 plus 2 dzieci. Bardzo sie balam jak to bedzie mieszkac znowu z 2-latkiem, a tu niespodzianka - dziecko jest swietne. Niestety nie moge tego powiedziec o mamie dziecka. Najgorsze, ze juz po 2 dniach wiedzielismy, ze sie nie zakolegujemy. Po tygodniu wiadomo bylo, ze nie ma co z nia gadac. Po miesiacu K. powiedzial, ze musi wracac do PL - zarezerwowala bilet na 1 lipca. Na chwile obecna odliczamy dni do jej wyprowadzki i cieszymy sie, ze lada moment nie bedzie juz w naszym poblizu, a tym bardziej pod naszym dachem.
Dawno nie spotkalam tak aroganckiej, niemilej, leniwej, przemadrzalej a do tego niezbyt inteligentnej osoby. Nasi przyjaciele nie chca jej ogladac, bo np. kolega otworzyl jej drzwi jak szla z wozkiem, powiedzial “Czesc” i sie usmiechnal. Nie odwzajemnila usmiechu, nie mowiac juz o glupim “Dziekuje” - nic! Potrafi ominac naszych gosci, stojacych w duzym pokoju, bez slowa. Jest wiecznie naburmuszona. Pierwsze 2 tygodnie jedynie warczala na Oliwie (powinnam byla juz wtedy wywalic ja na zbity pysk). A ton jakim sie odzywa… jakby pozjadala wszystkie rozumy i teraz rozmawia z debilem. Niestety z tym rozumkiem jest gorzej. Madrzy sie na kazdy mozliwy temat - bez wzgledu na to czy ma o tym pojecie, czy nie. Nie byloby to takie straszne gdyby nie to, ze zazwyczaj nie ma racji. Ostatnio poprawila mnie, ze “na czczo” to jedno slowo, bo gdyby byly to dwa, byloby: nad czczo. Z angielskim poprawia nas dosc podobnie, i nie tylko…i na kazdym kroku…
Co do mieszkania wspolnego, przestala nasze mieszkanie traktowac jako hotel dopiero jak K. jej wytknal, ze u niej w domu mamusia musiala za nia wszystko robic, a przynajmniej wszystko na to wskazuje. Zaczela sie starac, niestety o jakies 2 tygodnie za pozno, kiedy to ja juz mialam po dziurki w nosie scierac zarcie po obcym dziecku z podlogi i mebli, bo mamusia rozwalila dupsko na kanapie. Niestety mocno sobie upodobala ta nasza kanape, bo spedza na niej wiekszosc czasu, a tym samym 2-latek robi co chce. Oczywiscie jakiekolwiek zwrocenie uwagi konczy sie fochem. Ksiezniczka. Nie cierpie ludzi, ktorzy pozjadali wszystkie rozumki a na dodatek wydaje im sie, ze wszystko im sie nalezy, a slowo “dziekuje” nie wystepuje w slowniku. Ale juz najbardziej na swiecie nie lubie glupoty. Po ostatnich tygodniach dochodze do wniosku, ze za glupote powinni dawac dozywocie.
Jeszcze tydzien i przewietrze mieszkanie i bede sie cieszyc lekkim powietrzem
***
Wiosenny spacer:











I jeszcze kilka zdjec tu.
Raz w tygodniu jezdze z Oliwia na zajecia majace na celu poprawe zachowan socjalnych (o ile cos z nimi nie tak). Zajecia odbywaja sie w tzw dziurze zabitej dechami, ale warto. Oliwia jezdzi na koniach:

bawi sie z psami, kotami, swinkami morskimi… A ja czekajac na nia zwiedzam okolice. Wyglada tam mniej wiecej tak:
http://oliwkowygaj.blogspot.com/2010/05/in-wild.html
Zawieruszylo sie tam jedno zdjecie K. ale doszlam do wniosku ze bardzo pasuje do tematyki: Dzicz ![]()







Od czego by tu zaczac?
Kwiecien byl dosc obfitujacym w rozne wydarzenia miesiacem. Zaczelo sie od wypadku Oliwii. Wywrocila sie na rozbite szklo. Przebrnelismy przez szpital, oczyszczanie rany pod narkoza i kupe lez. Na szczescie po ranie zostala juz malenka blizna na dloni.
Potem swieta z dziadkami, o czym juz pisalam. Wyjazd mlodej do Polski - tez pisalam
Razem z kolezanka pojechalysmy odebrac Oliwka od dziadkow.






Ja spotkalam sie z paroma znajomymi - niestety nie ze wszystkimi, bo zabraklo mi czasu. Jednak 3 dni to duzo za malo jak na tak dluga nieobecnosc - mam na mysli znajomych bo kraju mialam dosc 5 minut po przekroczeniu granicy. Dziwne to, jak 5 lat moze czlowieka zmienic. Niby cale zycie tam mieszkalam a teraz nie moglabym sobie wyobrazic powrotu na stale. Ludzie wszedzie sie spiesza, sa tacy szarzy i smutni. Ulice dziurawe i pstrokate. Jednym slowem nie podobalo mi sie. Za to uswiadomilam sobie jak tesknilam za naszymi przyjaciolmi - milo bylo ich zobaczyc
A Oliwia wrocila do domu szczesliwa i rozpuszczona
Zaczela ladnie mowic po polsku, wydoroslala. Teraz czeka na ferie letnie, zeby znowu pojechac do dziadkow - ciesze sie, ze tak to wyszlo, bo co jak co, ale dziecko powinno miec kontakt z dziadkami - niech ja rozpuszczaja - od tego przeciez sa
Na koniec jeszcze pare fotek z niedzielnego spaceru po Meersburgu.











Swieta, swieta i po swietach… Byli goscie:

Bylo bardzo fajnie, nie liczac atakujacych wirusow.




Dziadkowie wrocili juz do Polski razem z Oliwia. W domu cicho, az uszy bola. Mloda szaleje z rodzinka i nie teskni, a my tak i to bardzo.
Kilka perelek z codziennych rozmow telefonicznych:
Ja: Co robisz?
O: Jak to co? Rozmawiam z toba.
***
O: Dzien dobry. Pa pa.
Ja: Jak to pa pa? Nie chcesz ze mna rozmawiac?
O: Prima aprilis.
***
Ja: Dobrze sie bawisz?
O: Dasz mi wreszcie tate do telefonu?!
***
Powinnam sie upajac cisza i spokojem, a ja sie zastanawiam co mam ze soba zrobic - nadmiar wolnego czasu. Najchetniej dzwonilabym do Polski co godzine, ale boje sie, ze rodzice przestana odbierac telefon
Juz sie nie moge doczekac poniedzialku, kiedy to wsiade w samochod i pojade po Szczerbulca. Pytanie tylko, czy bedzie chciala ze mna wracac do domu
Ech…
Na poczatek relacja z imprezy urodzinowej K.
http://picasaweb.google.com/karwowski.konrad/40YearsOld#
***
Jade z Oliwia samochodem. Luzna rozmowa. Do czasu, az pada pytanie:
- Mamo, jak urodzili sie ludzie, jak nie bylo jeszcze ludzi na swiecie?
- Yyyyy, dobre pytanie. Nie mam pojecia. - no bo co mam odpowiedziec 6-latce? Przeciez ciemnoty o biblii i bozi nie bede jej wciskac. Teorii ewolucji sama do konca nie ogarniam, to nie bede z siebie debila robic przed wlasnym dzieckiem
- Ja wiem. Urodzili sie w Afryce.
- Ale skoro nie bylo ludzi na swiecie, to w Afryce tez ich nie bylo.
- Yyyyy, masz racje. W takim razie ja tez nie wiem.
Tym razem tylko zdjecia - pisac mi sie nie chce
No wiec jak w tytule, zaczne od sylwestra:




Karnawal:


Urodziny i goscie:



Gosc w pzamie
:

Gosc w ubraniu
:

Impreza:

I jak zwykle na koniec link.
No i znowu zniknelam
Ja chyba po prostu nie potrafie regularnie pisac. Z drugiej strony jak sie uzbiera kilka ciekawostek to i mam o czym pisac.
Na czym to ja skonczylam? Aaa, rzucalam palenie. No wiec, palenia nie rzucilam, ale powod do dumy i tak mam - pale o polowe mniej niz zwykle. Za to teraz ze swiadomoscia, ze niedlugo i to sie skonczy delektuje sie kazdym papierosem do bolu. Nie chodze “na papierosa” z osobami, ktore mnie denerwuja - to moja chwila i wykorzystuje ja tak milo jak sie da. Najczesciej ze sluchawkami na uszach, zeby nikt mi dupy nie zawracal
***
Od dwoch tygodni jestesmy na diecie. Nie Montignac jak wczesniej, ale na tej bazie. Efekty calkiem mile, a i jedzenie smakuje jak nalezy - nie liczac poczatku diety kiedy to maltretowalismy sie gotowanym kurczakiem i twarozkami - na samo wspomnienie przechodza mnie dreszcze. Moze jak sie zima skonczy to wroce do wrzucania tu ciekawszych przepisow. Ale najpierw niech sie ociepli. Z racji pogody moje czynnosci zyciowe ograniczylam do minimum, a i tak mam wrazenie, ze to jeszcze za malo. Jak ja bym chciala byc misiem….ech…
***
Pomniejszyla nam sie ostatnio rodzinka o sztuk jeden. Ktoregos ranka Oliwia nas poinformowala, ze Miodek jakos dziwnie spi. Okazalo sie, ze swinka poszla spac na dobre. Zaloba w domu, wszystkim smutno. Tym bardziej, ze byla to nasza ulubiona swinka - ta z charakterkiem.
Na szczescie Oliwia zniosla to calkiem dobrze, poza ogolnym smutkiem i delikatna tesknota. Bardziej przerazila ja mysl, ze skoro tyle razy gadalismy, ze kiedys usmazymy swinie na obiad, to pewnie wlasnie przyszla pora zjesc Miodka. Coz to byla za ulga dla Mlodej jak jej obiecalismy, ze nie bedzie jej jesc. Szczesciara. Rodzice podali mi kiedys do zjedzenia pasztet z mojego ukochanego krolika. Na szczescie dowiedzialam sie o tym po paru latach, co nie zmienia faktu, ze pasztet byl boski.
***
Tak w skrocie to tyle u nas. Na koniec szczerbata mordka:

i link do nowych zdjec. KlikKlik
Nowy Rok i te durne noworoczne postanowienia. Kto to wymyslil? I dlaczego do cholery my to kontynujemy?
No tak, sama jestem sobie winna. Zaplanowalam i trwam w postanowieniu, co by nie zawiesc samej siebie i nie wystawic sie na wredne zarty ze strony kolegi Malzonka.
A guzik, wcale nie ja jestem winna. To on. Zachcialo mu sie chorowac. Jakies trzy tygodnie temu przywlokl do domu chorubsko i rzucil palenie, bo mu podobno kaszel palic nie pozwalal. Terefere, taka przykrywka, zeby mi zrobic na zlosc. Doskonale wiedzial, ze jak on rzuci palenie to wczesniej czy pozniej
tez pojde w jego slady. No i jestem tu i teraz. Lapy mi sie trzesa, nie wiem co z nimi zrobic, a w glowie mam “kiepy i zapalki” - doslownie i w przenosni.
Mam tu kogos na oku, komu chetnie rzucilabym sie do gardla, ale… Kolega Malzonek zabronil. To siedze sobie cichutko u siebie i burcze pod nosem. Czasem warkne glosniej, dzieki czemu moja niedoszla ofiara trzyma sie dzis ode mnie z daleka. Jego szczescie.
Dwa tygodnie temu zrobilam sobie piekne zelowe paznokcie. Trzy mi odpadly, ale reszta wciaz byla piekna…do wczoraj.
Wczoraj, czyli “dnia pierwszego” zerwalam pozostale siedem. Dzis zeskrobuje zebami resztki. Najchetniej uzylabym zebow zeby zrobic komus krzywde, ale nie wiem czy to przejdzie bez echa (Malzonek moglby cos zauwazyc). Dobrze, ze mam chociaz te resztki zelu na resztce paznokci.
To takie napiecie przedmiesiaczkowe, tylko jakies 50 razy mocniej.
Rada na dzis i jutro dla otaczajacego mnie swiata: bez kija lepiej nie podchodzic, a w sumie to kij i tak niewiele pomoze.
Od dluzszego czasu luki slowne na blogu zapycham zdjeciami. Czas najwyzszy cos zmienic w tym temacie.
Zaraz po swietach, a dokladniej w niedziele, Oliwia stracila kolejnego zeba. Gorna jedynke. Powinnam wyjasnic okreslenie “stracila”. Otoz zabek nie wypadl sam. Zostal wybity przez osobistego oliwkowego brata.
W zyciu bym nie pomyslala, ze 14 lat starszy brat wlasna siostre pozbawi zeba. A jednak.
Jakby nie bylo, gornych jedynek w dzieckowym uzebieniu brak. Teraz nie dosc, ze sepleni to wyglada jak wampirzy potomek.
Wrocmy jednak do tematu glownego. Skonczyly sie swieta, jest niedziela, a tym samym wszystkie sklepy sa zamkniete. Wypadniety zab dla moich rodzicow nie byl zadnym zmartwieniem. W Polsce za moich czasow nie bylo wrozki zebowej ani jej podobnych istot. Niestety nam juz nie jest tak latwo. Wrozka zebowa istnieje i pracowac musi, niezaleznie od dnia tygodnia. Kazdy zgubiony zabek wykrada spod poduszki a w zamian zostawia maly upominek. W naszym domu zostawila juz: pistolet na wode, koraliki i kolczyki. Czas na kolejna niespodzianke. I tu zaczyna sie problem. Niedziela. Poza stacja benzynowa wszystkie sklepy zamkniete. Niestety tam raczej wrozki sie nie zaopatruja. Nie pozostalo nic innego jak zabek zastapic gotowka.
Dzieciatko jak nigdy udalo sie na spoczynek o wlasciwej dzieciom porze, zmotywowane nocna wrozkowa wizyta.
My zas zasiedlismy przed telewizorem oddajac sie blogiemu nic nie robieniu, po czym zagrzebalismy sie w cieplutkiej poscieli. Rano K. ruszyl do pracy, a ja jeszcze staralam sie wyciagnac pare minut od Morfeusza.
I nagle Buum. Zapomnielismy o wrozce.
Zerwalam sie na rowne nogi, co do mnie jest raczej nie podobne. Kazdego ranka potrzebuje dosc duzo czasu, zeby otworzyc wreszcie oczy na dobre i zaczac dzien.
W biegu wyrwalam z torby portmonetke, a z niej 3 euro i poczynilam atak na oliwkowy pokoj. Na szczescie jeszcze spala, aczkolwiek moj nalot otwrzyl jej oczy. Wskoczylam jej do lozka.
- Mamo, co robisz?
- Nic, kochanie. Spij. Chcialam cie tylko przytulic.
Po czym przytulilam mocno lewa reka malego spiocha, prawa wetknawszy pod poduszke. Monety udalo mi sie szybko podlozyc, gorzej ze znalezieniem zabka. Po paru sekundach jednak sie udalo, bez wzbudzania podejrzen szczerbatego diablatka.
Szybko oswiadczylam, ze czas na przytulanie dobiegl konca i ze spokojem udalam sie do swojego, jeszcze cieplego lozka.
Po kilku minutach spod mojej koldry wylania sie szczerbata, usmiechnieta buzia.
- Mamo, wrozka zostawila mi pieniazki.
Uff, udalo sie
***
Wigilijny wieczor:


Bozonarodzeniowy poranek:


