No i znowu zniknelam
Ja chyba po prostu nie potrafie regularnie pisac. Z drugiej strony jak sie uzbiera kilka ciekawostek to i mam o czym pisac.
Na czym to ja skonczylam? Aaa, rzucalam palenie. No wiec, palenia nie rzucilam, ale powod do dumy i tak mam - pale o polowe mniej niz zwykle. Za to teraz ze swiadomoscia, ze niedlugo i to sie skonczy delektuje sie kazdym papierosem do bolu. Nie chodze “na papierosa” z osobami, ktore mnie denerwuja - to moja chwila i wykorzystuje ja tak milo jak sie da. Najczesciej ze sluchawkami na uszach, zeby nikt mi dupy nie zawracal
***
Od dwoch tygodni jestesmy na diecie. Nie Montignac jak wczesniej, ale na tej bazie. Efekty calkiem mile, a i jedzenie smakuje jak nalezy - nie liczac poczatku diety kiedy to maltretowalismy sie gotowanym kurczakiem i twarozkami - na samo wspomnienie przechodza mnie dreszcze. Moze jak sie zima skonczy to wroce do wrzucania tu ciekawszych przepisow. Ale najpierw niech sie ociepli. Z racji pogody moje czynnosci zyciowe ograniczylam do minimum, a i tak mam wrazenie, ze to jeszcze za malo. Jak ja bym chciala byc misiem….ech…
***
Pomniejszyla nam sie ostatnio rodzinka o sztuk jeden. Ktoregos ranka Oliwia nas poinformowala, ze Miodek jakos dziwnie spi. Okazalo sie, ze swinka poszla spac na dobre. Zaloba w domu, wszystkim smutno. Tym bardziej, ze byla to nasza ulubiona swinka - ta z charakterkiem.
Na szczescie Oliwia zniosla to calkiem dobrze, poza ogolnym smutkiem i delikatna tesknota. Bardziej przerazila ja mysl, ze skoro tyle razy gadalismy, ze kiedys usmazymy swinie na obiad, to pewnie wlasnie przyszla pora zjesc Miodka. Coz to byla za ulga dla Mlodej jak jej obiecalismy, ze nie bedzie jej jesc. Szczesciara. Rodzice podali mi kiedys do zjedzenia pasztet z mojego ukochanego krolika. Na szczescie dowiedzialam sie o tym po paru latach, co nie zmienia faktu, ze pasztet byl boski.
***
Tak w skrocie to tyle u nas. Na koniec szczerbata mordka:

i link do nowych zdjec. KlikKlik
January 28th, 2010. Posted by aniah13
· Oliwkowo, Aniah, Familijnie · 1 Comment
Nowy Rok i te durne noworoczne postanowienia. Kto to wymyslil? I dlaczego do cholery my to kontynujemy?
No tak, sama jestem sobie winna. Zaplanowalam i trwam w postanowieniu, co by nie zawiesc samej siebie i nie wystawic sie na wredne zarty ze strony kolegi Malzonka.
A guzik, wcale nie ja jestem winna. To on. Zachcialo mu sie chorowac. Jakies trzy tygodnie temu przywlokl do domu chorubsko i rzucil palenie, bo mu podobno kaszel palic nie pozwalal. Terefere, taka przykrywka, zeby mi zrobic na zlosc. Doskonale wiedzial, ze jak on rzuci palenie to wczesniej czy pozniej
tez pojde w jego slady. No i jestem tu i teraz. Lapy mi sie trzesa, nie wiem co z nimi zrobic, a w glowie mam “kiepy i zapalki” - doslownie i w przenosni.
Mam tu kogos na oku, komu chetnie rzucilabym sie do gardla, ale… Kolega Malzonek zabronil. To siedze sobie cichutko u siebie i burcze pod nosem. Czasem warkne glosniej, dzieki czemu moja niedoszla ofiara trzyma sie dzis ode mnie z daleka. Jego szczescie.
Dwa tygodnie temu zrobilam sobie piekne zelowe paznokcie. Trzy mi odpadly, ale reszta wciaz byla piekna…do wczoraj.
Wczoraj, czyli “dnia pierwszego” zerwalam pozostale siedem. Dzis zeskrobuje zebami resztki. Najchetniej uzylabym zebow zeby zrobic komus krzywde, ale nie wiem czy to przejdzie bez echa (Malzonek moglby cos zauwazyc). Dobrze, ze mam chociaz te resztki zelu na resztce paznokci.
To takie napiecie przedmiesiaczkowe, tylko jakies 50 razy mocniej.
Rada na dzis i jutro dla otaczajacego mnie swiata: bez kija lepiej nie podchodzic, a w sumie to kij i tak niewiele pomoze.
January 2nd, 2010. Posted by aniah13
· Aniah · 2 Comments
Od dluzszego czasu luki slowne na blogu zapycham zdjeciami. Czas najwyzszy cos zmienic w tym temacie.
Zaraz po swietach, a dokladniej w niedziele, Oliwia stracila kolejnego zeba. Gorna jedynke. Powinnam wyjasnic okreslenie “stracila”. Otoz zabek nie wypadl sam. Zostal wybity przez osobistego oliwkowego brata.
W zyciu bym nie pomyslala, ze 14 lat starszy brat wlasna siostre pozbawi zeba. A jednak.
Jakby nie bylo, gornych jedynek w dzieckowym uzebieniu brak. Teraz nie dosc, ze sepleni to wyglada jak wampirzy potomek.
Wrocmy jednak do tematu glownego. Skonczyly sie swieta, jest niedziela, a tym samym wszystkie sklepy sa zamkniete. Wypadniety zab dla moich rodzicow nie byl zadnym zmartwieniem. W Polsce za moich czasow nie bylo wrozki zebowej ani jej podobnych istot. Niestety nam juz nie jest tak latwo. Wrozka zebowa istnieje i pracowac musi, niezaleznie od dnia tygodnia. Kazdy zgubiony zabek wykrada spod poduszki a w zamian zostawia maly upominek. W naszym domu zostawila juz: pistolet na wode, koraliki i kolczyki. Czas na kolejna niespodzianke. I tu zaczyna sie problem. Niedziela. Poza stacja benzynowa wszystkie sklepy zamkniete. Niestety tam raczej wrozki sie nie zaopatruja. Nie pozostalo nic innego jak zabek zastapic gotowka.
Dzieciatko jak nigdy udalo sie na spoczynek o wlasciwej dzieciom porze, zmotywowane nocna wrozkowa wizyta.
My zas zasiedlismy przed telewizorem oddajac sie blogiemu nic nie robieniu, po czym zagrzebalismy sie w cieplutkiej poscieli. Rano K. ruszyl do pracy, a ja jeszcze staralam sie wyciagnac pare minut od Morfeusza.
I nagle Buum. Zapomnielismy o wrozce.
Zerwalam sie na rowne nogi, co do mnie jest raczej nie podobne. Kazdego ranka potrzebuje dosc duzo czasu, zeby otworzyc wreszcie oczy na dobre i zaczac dzien.
W biegu wyrwalam z torby portmonetke, a z niej 3 euro i poczynilam atak na oliwkowy pokoj. Na szczescie jeszcze spala, aczkolwiek moj nalot otwrzyl jej oczy. Wskoczylam jej do lozka.
- Mamo, co robisz?
- Nic, kochanie. Spij. Chcialam cie tylko przytulic.
Po czym przytulilam mocno lewa reka malego spiocha, prawa wetknawszy pod poduszke. Monety udalo mi sie szybko podlozyc, gorzej ze znalezieniem zabka. Po paru sekundach jednak sie udalo, bez wzbudzania podejrzen szczerbatego diablatka.
Szybko oswiadczylam, ze czas na przytulanie dobiegl konca i ze spokojem udalam sie do swojego, jeszcze cieplego lozka.
Po kilku minutach spod mojej koldry wylania sie szczerbata, usmiechnieta buzia.
- Mamo, wrozka zostawila mi pieniazki.
Uff, udalo sie
***
Wigilijny wieczor:


Bozonarodzeniowy poranek:



December 29th, 2009. Posted by aniah13
· Oliwkowo, Fotkowo, Familijnie · No Comments
No i znowu powrot do przeszlosci. Pazdziernikowy wypad na latawce.
Niedzielny poranek, telefon od Sandi: swieci slonce, wieje wiatr, idziemy puszczac latawce.


Jak sie okazalo to wcale nie takie latwe. Najtanszy i najmniej skomplikowany latawiec latal najlepiej. Reszta okazala sie bezuzyteczna platanina sznurkow.




No i male badabum. Oliwkowy latawiec porwal ze soba Sandi:



Zrezygnowana Sandi:




Wlasnorecznie zrobiona przez Oliwie latarnia:

December 12th, 2009. Posted by aniah13
· Oliwkowo, Fotkowo, Familijnie · No Comments
Kto zainteresowany moja nowa sesja z przeroznymi stworami zapraszam na fotobloga.
December 5th, 2009. Posted by aniah13
· Fotkowo · 5 Comments
byla, ale juz sie chyba skonczyla
Mam nadzieje ze juz wszystko bedzie normalnie dzialac.

Kto chetny do obejrzenia naszych swiatecznych zdjec reklamowych zapraszam na fotobloga.
November 26th, 2009. Posted by aniah13
· Oliwkowo, Fotkowo · 3 Comments
… tylko link do kilku w miare swiezych oliwkowych zdjec.

LINK!
November 12th, 2009. Posted by aniah13
· Oliwkowo, Fotkowo · No Comments
Ponad miesiac temu zrobilam moja pierwsza sesje slubna. Czas wreszcie sie pochwalic efektami. Nie bede tu wrzucac zdjec. Sa na mojej stronie: http://www.annakarwowski.com/ . Wystarczy kliknac portfolio i zakladke weddings.
Bede bardzo wdzieczna za opinie i sugestie
Zeby nie bylo tak pusto w tej notce fotka lampy w hotelu, w ktorym bylo przyjecie slubne. Piekna, prawda?

October 24th, 2009. Posted by aniah13
· Fotkowo · 2 Comments
Jestem i zyje. Wiem, mialam pisac czesciej, tak samo jak po sezonie mialam mniej pracowac. Nici z tego. Wciaz wszystko w biegu. Nawet grype przechodze w biegu.
Poza nadmiarem pracy (zupelnie nie proporcjonylnym do zarobkow), zmeczeniem, zaleglosciami, nowym tatuazem:

to u nas wszystko po staremu.
Na fotobloga wrzucam kilka zdjec, zebyscie nie zapomnieli, ze mialam w planach zostac fotografem
(hehehe, zostane jak znajde na to czas - taki jest oficjalny plan). Klik, klik.
October 21st, 2009. Posted by aniah13
· Fotkowo, Aniah · 4 Comments
Nie mam czasu. Zdjec uzbierala mi sie cala masa. Dzis przygotowalam tylko kawalek tego co mam. Niedzielny wypad turystyczny po okolicach jeziora Bodenskiego. Zdjec turystycznych brak, za to cala masa debilnych portretow, ktore mozecie obejrzec o tu: klik.
A to nasza latorosl z domalowanym biustem (wlasnej roboty - my nie mielismy z tym nic do czynienia):

October 5th, 2009. Posted by aniah13
· Oliwkowo, Fotkowo, Familijnie · 1 Comment