Archive for the ‘Aniah’ Category

13

Obiecywalam sobie, ze jak tylko dziecko wyjedzie na wakacje ja nadrobie zaleglosci blogowo-zdjeciowe. Checi byly, ale nagle sie okazalo, ze mam tysiace innych rzeczy do zrobienia “poki dziecia nie ma w domu”. W skrocie: upajam sie chwilami, kiedy to nie jestem mama. Troche rozdarta jestem w tym rozkoszowaniu sie. Od czasu do czasu powiewa nuda, momentami cisza kluje w uszy, ale zamierzam wykorzystac ten czas maksymalnie. Nie wiem, kiedy nadarzy sie kolejna okazja.

Tak wiec, obiecuje, ze w okolicach przyszlego tygodnia zarzuce was zdjeciami z zakonczenia przedszkola, relacja z pobytu u dziadkow i opisem przygotowan do rozpoczecia roku szkolnego. Ale to dopiero jak wroci latorosl :)

A teraz JA :)

13

Nic…

Nic sie nie zmienilo… Swiat sie nie zatrzymal, ptaszki spiewaja, zmarszczek nie przybylo, maz wciaz kocha….

Dobrze mi…

30

29

…lat. Jutro 30. Ciekawe czy cos sie zmieni… :)

Zapraszam na kawe

Wieki…

… mnie tu nie bylo. Ostatnie tygodnie walczylam z sesja zareczynowa, niestety ferie w przedszkolu mocno utrudnily mi prace, ale udalo sie. Chetnie pochwalilabym sie zdjeciami, ale czekam na odpowiedz czy moge je publikowac. Poki co moge pokazac dwa zdjecia z backstage’u:

oniebieska

owyjec

Nie stresujcie sie mina mlodej - to byl chwilowy pokaz naszej malej DramaQueen.

***

Nie tylko zdjecia trzymaly mnie z dala od bloga. Ostatnie dwa miesiace to dla nas kupa stresu i bardzo mocno popsuta atmosfera w domu. Otoz postanowilismy pomoc przyjacielowi sie tu przeprowadzic (nie, nie jestesmy samarytaninami - on pomaga nam rozkrecic biznes). Niestety jego polowica uparla sie, ze nie bedzie czekac w Polsce az znajdzie sie tu mieszkanie. Tym sposobem od dwoch miesiecy mieszkamy w 3-pokojowym mieszkaniu w 4 plus 2 dzieci. Bardzo sie balam jak to bedzie mieszkac znowu z 2-latkiem, a tu niespodzianka - dziecko jest swietne. Niestety nie moge tego powiedziec o mamie dziecka. Najgorsze, ze juz po 2 dniach wiedzielismy, ze sie nie zakolegujemy. Po tygodniu wiadomo bylo, ze nie ma co z nia gadac. Po miesiacu K. powiedzial, ze musi wracac do PL - zarezerwowala bilet na 1 lipca. Na chwile obecna odliczamy dni do jej wyprowadzki i cieszymy sie, ze lada moment nie bedzie juz w naszym poblizu, a tym bardziej pod naszym dachem.

Dawno nie spotkalam tak aroganckiej, niemilej, leniwej, przemadrzalej a do tego niezbyt inteligentnej osoby.  Nasi przyjaciele nie chca jej ogladac, bo np. kolega otworzyl jej drzwi jak szla z wozkiem, powiedzial “Czesc” i sie usmiechnal. Nie odwzajemnila usmiechu, nie mowiac juz o glupim “Dziekuje” - nic! Potrafi ominac naszych gosci, stojacych w duzym pokoju, bez slowa.  Jest wiecznie naburmuszona. Pierwsze 2 tygodnie jedynie warczala na Oliwie (powinnam byla juz wtedy wywalic ja na zbity pysk). A ton jakim sie odzywa… jakby pozjadala wszystkie rozumy i teraz rozmawia z debilem. Niestety z tym rozumkiem jest gorzej. Madrzy sie na kazdy mozliwy temat - bez wzgledu na to czy ma o tym pojecie, czy nie. Nie byloby to takie straszne gdyby nie to, ze zazwyczaj nie ma racji. Ostatnio poprawila mnie, ze “na czczo” to jedno slowo, bo gdyby byly to dwa, byloby: nad czczo. Z angielskim poprawia nas dosc podobnie, i nie tylko…i na kazdym kroku…

Co do mieszkania wspolnego, przestala nasze mieszkanie traktowac jako hotel dopiero jak K. jej wytknal, ze u niej w domu mamusia musiala za nia wszystko robic, a przynajmniej wszystko na to wskazuje. Zaczela sie starac, niestety o jakies 2 tygodnie za pozno, kiedy to ja juz mialam po dziurki w nosie scierac zarcie po obcym dziecku z podlogi i mebli, bo mamusia rozwalila dupsko na kanapie. Niestety mocno sobie upodobala ta nasza kanape, bo spedza na niej wiekszosc czasu, a tym samym 2-latek robi co chce. Oczywiscie jakiekolwiek zwrocenie uwagi konczy sie fochem. Ksiezniczka. Nie cierpie ludzi, ktorzy pozjadali wszystkie rozumki a na dodatek wydaje im sie, ze wszystko im sie nalezy, a slowo “dziekuje” nie wystepuje w slowniku. Ale juz najbardziej na swiecie nie lubie glupoty. Po ostatnich tygodniach dochodze do wniosku, ze za glupote powinni dawac dozywocie.

Jeszcze tydzien i przewietrze mieszkanie i bede sie cieszyc lekkim powietrzem :)

***

Wiosenny spacer:

chudy

banka

wstanka

kijanka

kozza

kozzy

omexico

okocisko

plac

zabaw

kot

I jeszcze kilka zdjec tu.

Cisza

mis

oli

Swieta, swieta i po swietach… Byli goscie:

familia

Bylo bardzo fajnie, nie liczac atakujacych wirusow.

jezioro

dziadek

szczerbulec

ladziab

Dziadkowie wrocili juz do Polski razem z Oliwia. W domu cicho, az uszy bola. Mloda szaleje z rodzinka i nie teskni, a my tak i to bardzo.

Kilka perelek z codziennych rozmow telefonicznych:

Ja: Co robisz?

O: Jak to co? Rozmawiam z toba.

***

O: Dzien dobry. Pa pa.

Ja: Jak to pa pa? Nie chcesz ze mna rozmawiac?

O: Prima aprilis.

***

Ja: Dobrze sie bawisz?

O: Dasz mi wreszcie tate do telefonu?!

***

Powinnam sie upajac cisza i spokojem, a ja sie zastanawiam co mam ze soba zrobic - nadmiar wolnego czasu. Najchetniej dzwonilabym do Polski co godzine, ale boje sie, ze rodzice przestana odbierac telefon ;)

Juz sie nie moge doczekac poniedzialku, kiedy to wsiade w samochod i pojade po Szczerbulca. Pytanie tylko, czy bedzie chciala ze mna wracac do domu ;)

Ech…

No i znowu zniknelam :)

Ja chyba po prostu nie potrafie regularnie pisac. Z drugiej strony jak sie uzbiera kilka ciekawostek to i mam o czym pisac.

Na czym to ja skonczylam? Aaa, rzucalam palenie. No wiec, palenia nie rzucilam, ale powod do dumy i tak mam - pale o polowe mniej niz zwykle. Za to teraz ze swiadomoscia, ze niedlugo i to sie skonczy delektuje sie kazdym papierosem do bolu. Nie chodze “na papierosa” z osobami, ktore mnie denerwuja - to moja chwila i wykorzystuje ja tak milo jak sie da. Najczesciej ze sluchawkami na uszach, zeby nikt mi dupy nie zawracal :)

***

Od dwoch tygodni jestesmy na diecie. Nie Montignac jak wczesniej, ale na tej bazie. Efekty calkiem mile, a i jedzenie smakuje jak nalezy - nie liczac poczatku diety kiedy to maltretowalismy sie gotowanym kurczakiem i twarozkami - na samo wspomnienie przechodza mnie dreszcze. Moze jak sie zima skonczy to wroce do wrzucania tu ciekawszych przepisow. Ale najpierw niech sie ociepli. Z racji pogody moje czynnosci zyciowe ograniczylam do minimum, a i tak mam wrazenie, ze to jeszcze za malo. Jak ja bym chciala byc misiem….ech…

***

Pomniejszyla nam sie ostatnio rodzinka o sztuk jeden. Ktoregos ranka Oliwia nas poinformowala, ze Miodek jakos dziwnie spi. Okazalo sie, ze swinka poszla spac na dobre. Zaloba w domu, wszystkim smutno. Tym bardziej, ze byla to nasza ulubiona swinka - ta z charakterkiem.

Na szczescie Oliwia zniosla to calkiem dobrze, poza ogolnym smutkiem i delikatna tesknota. Bardziej przerazila ja mysl, ze skoro tyle razy gadalismy, ze kiedys usmazymy swinie na obiad, to pewnie wlasnie przyszla pora zjesc Miodka. Coz to byla za ulga dla Mlodej jak jej obiecalismy, ze nie bedzie jej jesc. Szczesciara. Rodzice podali mi kiedys do zjedzenia pasztet z mojego ukochanego krolika. Na szczescie dowiedzialam sie o tym po paru latach, co nie zmienia faktu, ze pasztet byl boski.

***

Tak w skrocie to tyle u nas. Na koniec szczerbata mordka:

luka

i link do nowych zdjec. KlikKlik

Szczesliwego Nowego Roku!

Nowy Rok i te durne noworoczne postanowienia. Kto to wymyslil? I dlaczego do cholery my to kontynujemy?
No tak, sama jestem sobie winna. Zaplanowalam i trwam w postanowieniu, co by nie zawiesc samej siebie i nie wystawic sie na wredne zarty ze strony kolegi Malzonka.
A guzik, wcale nie ja jestem winna. To on. Zachcialo mu sie chorowac. Jakies trzy tygodnie temu przywlokl do domu chorubsko i rzucil palenie, bo mu podobno kaszel palic nie pozwalal. Terefere, taka przykrywka, zeby mi zrobic na zlosc. Doskonale wiedzial, ze jak on rzuci palenie to wczesniej czy pozniej
tez pojde w jego slady. No i jestem tu i teraz. Lapy mi sie trzesa, nie wiem co z nimi zrobic, a w glowie mam “kiepy i zapalki” - doslownie i w przenosni.
Mam tu kogos na oku, komu chetnie rzucilabym sie do gardla, ale… Kolega Malzonek zabronil. To siedze sobie cichutko u siebie i burcze pod nosem. Czasem warkne glosniej, dzieki czemu moja niedoszla ofiara trzyma sie dzis ode mnie z daleka. Jego szczescie.
Dwa tygodnie temu zrobilam sobie piekne zelowe paznokcie. Trzy mi odpadly, ale reszta wciaz byla piekna…do wczoraj.
Wczoraj, czyli “dnia pierwszego” zerwalam pozostale siedem. Dzis zeskrobuje zebami resztki. Najchetniej uzylabym zebow zeby zrobic komus krzywde, ale nie wiem czy to przejdzie bez echa (Malzonek moglby cos zauwazyc). Dobrze, ze mam chociaz te resztki zelu na resztce paznokci.

To takie napiecie przedmiesiaczkowe, tylko jakies 50 razy mocniej.

Rada na dzis i jutro dla otaczajacego mnie swiata: bez kija lepiej nie podchodzic, a w sumie to kij i tak niewiele pomoze.

Melduje sie

Jestem i zyje. Wiem, mialam pisac czesciej, tak samo jak po sezonie mialam mniej pracowac. Nici z tego. Wciaz wszystko w biegu. Nawet grype przechodze w biegu.

Poza nadmiarem pracy (zupelnie nie proporcjonylnym do zarobkow), zmeczeniem, zaleglosciami, nowym tatuazem:

ptasiek

to u nas wszystko po staremu.

Na fotobloga wrzucam kilka zdjec, zebyscie nie zapomnieli, ze mialam w planach zostac fotografem ;) (hehehe, zostane jak znajde na to czas - taki jest oficjalny plan). Klik, klik.

Dzieje sie…

I to nawet ciut za duzo jak na moje nerwy.

W sobote moj dysk odmowil posluszenstwa i tym samym stracilam wszystko co mialam na komputerze. Cala moja prace z ostatnich 3 miesiecy (pare tysiecy zdjec), prywatne zdjecia, maile, linki…wszystko. Jest jeszcze cien szansy ze uda mi sie to odzyskac, ale powoli godze sie z mysla, ze nic z tego. Na szczescie komputer jeszcze na gwarancji, wiec dostane nowy dysk, tyle ze pusty :( Oby sie udalo odzyskac wszystkie dane - tyle mojej pracy poszloby w cholere…Tak wiec, dzis nie liczcie na zadne zdjecia. Jutro zreszta tez nie ;)

***

Czas najwyzszy powiedziec za co tak trzymaliscie kciuki. Otwieramy studio tatuazu. Nareszcie :) W piatek odbieramy klucze do lokalu a za dwa tygodnie wielkie otwarcie. A w miedzy czasie tyle pracy, zalatwiania i organizowania, ze juz teraz na sama mysl o tym czuje sie zmeczona. Najwazniejsze jednak, ze wreszcie sprobujemy. I tu kolejna prosba do was o zaciskanie kciukow. Tym razem za kolejki klientow do studia ;) A kto chetny i bedzie w poblizu zapraszamy na otwarcie 15 sierpnia w Markdorfie :)

Zeby madrosci

Wtorek:

Zabieg usuniecia 4 osemek pod znieczuleniem miejscowym. Nie boli, aczkolwiek efekty dzwiekowe nie naleza do najmilszych. Nie przewidujac tego co nadejdzie ciesze sie, ze mam to za soba i nie boli.

Sroda:

Razem z opuchlizna pojawia sie gula w miejscu wezla chlonnego. Rany po zabiegu prawie nie bola.

Piatek/Sobota:

Wezel chlonny wielkosci kurzego jajka, twardy, boli. Bardzo boli.

jajo

Poniedzialek:

Bol z wezla promieniuje na okoliczne kosci, gardlo i ucho. Wizyta u lekarza.  Antybiotyk.

Wtorek:

Antybiotyk nie pomaga, wizyta u lekarza. Sciaga szwy, przeplukuje rane i wsadza tam gaze z antybiotykiem.

Sroda:

Boli.

Czwartek:

Kontrola u lekarza. Bez zmian. Robi dziurke pod jezykiem i wyciska zawartosc wezla chlonnego (ropa). Nastepnie robi druga dziurke na szyi w okolicach wezla i plucze go sola fizjologiczna. Sol wlewa mi sie do buzi.  Zaklada opatrunek na szyje, przepisuje nowy antybiotyk i silniejsze leki przeciwbolowe. Glaszcze po czole i obiecuje, ze to juz koniec meki.

Piatek:

Czuje sie lepiej. Czekam na telefon od lekarza, o ktorej mam przyjsc na zmiane opatrunku.

bezjaja

***

Tak ogolnie co u nas napisze jak wyrwe sie z tego cholernego bolu.