






Od czego by tu zaczac?
Kwiecien byl dosc obfitujacym w rozne wydarzenia miesiacem. Zaczelo sie od wypadku Oliwii. Wywrocila sie na rozbite szklo. Przebrnelismy przez szpital, oczyszczanie rany pod narkoza i kupe lez. Na szczescie po ranie zostala juz malenka blizna na dloni.
Potem swieta z dziadkami, o czym juz pisalam. Wyjazd mlodej do Polski - tez pisalam
Razem z kolezanka pojechalysmy odebrac Oliwka od dziadkow.






Ja spotkalam sie z paroma znajomymi - niestety nie ze wszystkimi, bo zabraklo mi czasu. Jednak 3 dni to duzo za malo jak na tak dluga nieobecnosc - mam na mysli znajomych bo kraju mialam dosc 5 minut po przekroczeniu granicy. Dziwne to, jak 5 lat moze czlowieka zmienic. Niby cale zycie tam mieszkalam a teraz nie moglabym sobie wyobrazic powrotu na stale. Ludzie wszedzie sie spiesza, sa tacy szarzy i smutni. Ulice dziurawe i pstrokate. Jednym slowem nie podobalo mi sie. Za to uswiadomilam sobie jak tesknilam za naszymi przyjaciolmi - milo bylo ich zobaczyc
A Oliwia wrocila do domu szczesliwa i rozpuszczona
Zaczela ladnie mowic po polsku, wydoroslala. Teraz czeka na ferie letnie, zeby znowu pojechac do dziadkow - ciesze sie, ze tak to wyszlo, bo co jak co, ale dziecko powinno miec kontakt z dziadkami - niech ja rozpuszczaja - od tego przeciez sa
Na koniec jeszcze pare fotek z niedzielnego spaceru po Meersburgu.









May 4th, 2010. Posted by aniah13
· Oliwkowo, Fotkowo, Familijnie · 1 Comment


Swieta, swieta i po swietach… Byli goscie:

Bylo bardzo fajnie, nie liczac atakujacych wirusow.




Dziadkowie wrocili juz do Polski razem z Oliwia. W domu cicho, az uszy bola. Mloda szaleje z rodzinka i nie teskni, a my tak i to bardzo.
Kilka perelek z codziennych rozmow telefonicznych:
Ja: Co robisz?
O: Jak to co? Rozmawiam z toba.
***
O: Dzien dobry. Pa pa.
Ja: Jak to pa pa? Nie chcesz ze mna rozmawiac?
O: Prima aprilis.
***
Ja: Dobrze sie bawisz?
O: Dasz mi wreszcie tate do telefonu?!
***
Powinnam sie upajac cisza i spokojem, a ja sie zastanawiam co mam ze soba zrobic - nadmiar wolnego czasu. Najchetniej dzwonilabym do Polski co godzine, ale boje sie, ze rodzice przestana odbierac telefon
Juz sie nie moge doczekac poniedzialku, kiedy to wsiade w samochod i pojade po Szczerbulca. Pytanie tylko, czy bedzie chciala ze mna wracac do domu
Ech…
April 9th, 2010. Posted by aniah13
· Oliwkowo, Fotkowo, Aniah, Familijnie · 3 Comments
Na poczatek relacja z imprezy urodzinowej K.
http://picasaweb.google.com/karwowski.konrad/40YearsOld#
***
Jade z Oliwia samochodem. Luzna rozmowa. Do czasu, az pada pytanie:
- Mamo, jak urodzili sie ludzie, jak nie bylo jeszcze ludzi na swiecie?
- Yyyyy, dobre pytanie. Nie mam pojecia. - no bo co mam odpowiedziec 6-latce? Przeciez ciemnoty o biblii i bozi nie bede jej wciskac. Teorii ewolucji sama do konca nie ogarniam, to nie bede z siebie debila robic przed wlasnym dzieckiem
- Ja wiem. Urodzili sie w Afryce.
- Ale skoro nie bylo ludzi na swiecie, to w Afryce tez ich nie bylo.
- Yyyyy, masz racje. W takim razie ja tez nie wiem.
March 4th, 2010. Posted by aniah13
· Oliwkowo, Fotkowo, Familijnie · 1 Comment
No i znowu zniknelam
Ja chyba po prostu nie potrafie regularnie pisac. Z drugiej strony jak sie uzbiera kilka ciekawostek to i mam o czym pisac.
Na czym to ja skonczylam? Aaa, rzucalam palenie. No wiec, palenia nie rzucilam, ale powod do dumy i tak mam - pale o polowe mniej niz zwykle. Za to teraz ze swiadomoscia, ze niedlugo i to sie skonczy delektuje sie kazdym papierosem do bolu. Nie chodze “na papierosa” z osobami, ktore mnie denerwuja - to moja chwila i wykorzystuje ja tak milo jak sie da. Najczesciej ze sluchawkami na uszach, zeby nikt mi dupy nie zawracal
***
Od dwoch tygodni jestesmy na diecie. Nie Montignac jak wczesniej, ale na tej bazie. Efekty calkiem mile, a i jedzenie smakuje jak nalezy - nie liczac poczatku diety kiedy to maltretowalismy sie gotowanym kurczakiem i twarozkami - na samo wspomnienie przechodza mnie dreszcze. Moze jak sie zima skonczy to wroce do wrzucania tu ciekawszych przepisow. Ale najpierw niech sie ociepli. Z racji pogody moje czynnosci zyciowe ograniczylam do minimum, a i tak mam wrazenie, ze to jeszcze za malo. Jak ja bym chciala byc misiem….ech…
***
Pomniejszyla nam sie ostatnio rodzinka o sztuk jeden. Ktoregos ranka Oliwia nas poinformowala, ze Miodek jakos dziwnie spi. Okazalo sie, ze swinka poszla spac na dobre. Zaloba w domu, wszystkim smutno. Tym bardziej, ze byla to nasza ulubiona swinka - ta z charakterkiem.
Na szczescie Oliwia zniosla to calkiem dobrze, poza ogolnym smutkiem i delikatna tesknota. Bardziej przerazila ja mysl, ze skoro tyle razy gadalismy, ze kiedys usmazymy swinie na obiad, to pewnie wlasnie przyszla pora zjesc Miodka. Coz to byla za ulga dla Mlodej jak jej obiecalismy, ze nie bedzie jej jesc. Szczesciara. Rodzice podali mi kiedys do zjedzenia pasztet z mojego ukochanego krolika. Na szczescie dowiedzialam sie o tym po paru latach, co nie zmienia faktu, ze pasztet byl boski.
***
Tak w skrocie to tyle u nas. Na koniec szczerbata mordka:

i link do nowych zdjec. KlikKlik
January 28th, 2010. Posted by aniah13
· Oliwkowo, Aniah, Familijnie · 3 Comments
Od dluzszego czasu luki slowne na blogu zapycham zdjeciami. Czas najwyzszy cos zmienic w tym temacie.
Zaraz po swietach, a dokladniej w niedziele, Oliwia stracila kolejnego zeba. Gorna jedynke. Powinnam wyjasnic okreslenie “stracila”. Otoz zabek nie wypadl sam. Zostal wybity przez osobistego oliwkowego brata.
W zyciu bym nie pomyslala, ze 14 lat starszy brat wlasna siostre pozbawi zeba. A jednak.
Jakby nie bylo, gornych jedynek w dzieckowym uzebieniu brak. Teraz nie dosc, ze sepleni to wyglada jak wampirzy potomek.
Wrocmy jednak do tematu glownego. Skonczyly sie swieta, jest niedziela, a tym samym wszystkie sklepy sa zamkniete. Wypadniety zab dla moich rodzicow nie byl zadnym zmartwieniem. W Polsce za moich czasow nie bylo wrozki zebowej ani jej podobnych istot. Niestety nam juz nie jest tak latwo. Wrozka zebowa istnieje i pracowac musi, niezaleznie od dnia tygodnia. Kazdy zgubiony zabek wykrada spod poduszki a w zamian zostawia maly upominek. W naszym domu zostawila juz: pistolet na wode, koraliki i kolczyki. Czas na kolejna niespodzianke. I tu zaczyna sie problem. Niedziela. Poza stacja benzynowa wszystkie sklepy zamkniete. Niestety tam raczej wrozki sie nie zaopatruja. Nie pozostalo nic innego jak zabek zastapic gotowka.
Dzieciatko jak nigdy udalo sie na spoczynek o wlasciwej dzieciom porze, zmotywowane nocna wrozkowa wizyta.
My zas zasiedlismy przed telewizorem oddajac sie blogiemu nic nie robieniu, po czym zagrzebalismy sie w cieplutkiej poscieli. Rano K. ruszyl do pracy, a ja jeszcze staralam sie wyciagnac pare minut od Morfeusza.
I nagle Buum. Zapomnielismy o wrozce.
Zerwalam sie na rowne nogi, co do mnie jest raczej nie podobne. Kazdego ranka potrzebuje dosc duzo czasu, zeby otworzyc wreszcie oczy na dobre i zaczac dzien.
W biegu wyrwalam z torby portmonetke, a z niej 3 euro i poczynilam atak na oliwkowy pokoj. Na szczescie jeszcze spala, aczkolwiek moj nalot otwrzyl jej oczy. Wskoczylam jej do lozka.
- Mamo, co robisz?
- Nic, kochanie. Spij. Chcialam cie tylko przytulic.
Po czym przytulilam mocno lewa reka malego spiocha, prawa wetknawszy pod poduszke. Monety udalo mi sie szybko podlozyc, gorzej ze znalezieniem zabka. Po paru sekundach jednak sie udalo, bez wzbudzania podejrzen szczerbatego diablatka.
Szybko oswiadczylam, ze czas na przytulanie dobiegl konca i ze spokojem udalam sie do swojego, jeszcze cieplego lozka.
Po kilku minutach spod mojej koldry wylania sie szczerbata, usmiechnieta buzia.
- Mamo, wrozka zostawila mi pieniazki.
Uff, udalo sie
***
Wigilijny wieczor:


Bozonarodzeniowy poranek:



December 29th, 2009. Posted by aniah13
· Oliwkowo, Fotkowo, Familijnie · No Comments
No i znowu powrot do przeszlosci. Pazdziernikowy wypad na latawce.
Niedzielny poranek, telefon od Sandi: swieci slonce, wieje wiatr, idziemy puszczac latawce.


Jak sie okazalo to wcale nie takie latwe. Najtanszy i najmniej skomplikowany latawiec latal najlepiej. Reszta okazala sie bezuzyteczna platanina sznurkow.




No i male badabum. Oliwkowy latawiec porwal ze soba Sandi:



Zrezygnowana Sandi:




Wlasnorecznie zrobiona przez Oliwie latarnia:

December 12th, 2009. Posted by aniah13
· Oliwkowo, Fotkowo, Familijnie · No Comments
Nie mam czasu. Zdjec uzbierala mi sie cala masa. Dzis przygotowalam tylko kawalek tego co mam. Niedzielny wypad turystyczny po okolicach jeziora Bodenskiego. Zdjec turystycznych brak, za to cala masa debilnych portretow, ktore mozecie obejrzec o tu: klik.
A to nasza latorosl z domalowanym biustem (wlasnej roboty - my nie mielismy z tym nic do czynienia):

October 5th, 2009. Posted by aniah13
· Oliwkowo, Fotkowo, Familijnie · 1 Comment
Tak, tak, to juz ostatnia czesc. Cieszycie sie?
Tym sposobem nadrobilam zaleglosci i nastepna notka bedzie o ….no o czym?
Dokladnie tak! O naszym urlopie
A teraz wrocmy na majowy plac zabaw:

Oczywiscie takiego zdjecia darowac sobie nie moge

Wampirzatko:

Kolejka linowa i uczepiona do niej Oliwia - moglaby tak 24/24

Wsiadamy:

i odjazd:

A w tym czasie Ilyas korzysta z okazji, ze O. nie wrzeszczy na niego za bawienie sie jej kreda:

Niestety zauwarzyla. Foch!

Odzyskana wlasnosc w lapie to i focha nie ma:

Kolejka linowa kontra mamuski:


Patrze na zdjecie powyzej (i ponizej) i zastanawiam sie czy moje dziecko nie ma w sobie czegos z psa


Oliwek w nowej fryzurce:

Podoba sie?

Kilka dni temu wracam wieczorem z pracy a do mnie wybiega dwojka potworow: Oliwia i nocujacy u nas Yazay.
Oliwia: Mamo! Mamo! Yazay jest naszym synem!
Dziecko adoptowalo nam syna. Oto on:

Porzucona przez syna matka i nowy tatus:

Kto chce jeszcze kilka fotek zobaczyc: klik
June 12th, 2009. Posted by aniah13
· Oliwkowo, Fotkowo, Familijnie · 5 Comments
UWAGA!
Bedzie duzo zdjec
Zaczne od tego jak to szukalismy samochodu, ale jak na zlosc nikt nie chcial mi takowego zafundowac:

Moze zreszta i dobrze. Czasem mam problem z rozmiarami mojego pezocika, to co dopiero z taka krowa
A teraz kilka witryn sklepowych.
Sklep z jeansami:

Knajpka:

I obuwniczy:


Czas na Dixifest. To taka impreza na ktorej mozna sie najesc, napic i kupic praktycznie wszystko:

Konrad i Arzu porownuja brzuchy:

Babcia Hund:

Oliwia i Yazay:

Dziadek Rysiek:

I jeszcze raz babcia:

Muzyka na zywo i balony:

Trampolinka:

Sciana wspinaczkowa:


Oczywiscie moje dzieciatko z lekiem wysokosci odziedziczonym po mamusi nie wlazlo zbyt wysoko:

Wbijanie gwozdzi w deske:

Przyszlosc strazy pozarnej w natarciu:




Zanudzilam?
Nie? To jest jeszcze kilka: Klik!
June 5th, 2009. Posted by aniah13
· Fotkowo, Familijnie · 1 Comment
Ciag dalszy wycieczek rowerowych:

I Wielkanoc.
Wielkanocny stol:

Wielkanocna Oliwia:

Wielkanocny Konrad:

I wielkanocna, nieostra Ania (co by nikogo w relacji nie zabraklo):

A na koniec wielkanocne prosiaki:


Fotoblog
c.d.n.
May 22nd, 2009. Posted by aniah13
· Oliwkowo, Fotkowo, Familijnie · 3 Comments