Archive for the ‘Familijnie’ Category

Raport kwietniowy

zjezdzalnia

o.

oo.

o..

o...

o....

kwiatek

Od czego by tu zaczac?

Kwiecien byl dosc obfitujacym w rozne wydarzenia miesiacem. Zaczelo sie od wypadku Oliwii. Wywrocila sie na rozbite szklo. Przebrnelismy przez szpital, oczyszczanie rany pod narkoza i kupe lez. Na szczescie po ranie zostala juz malenka blizna na dloni.

Potem swieta z dziadkami, o czym juz pisalam. Wyjazd mlodej do Polski - tez pisalam :)

Razem z kolezanka pojechalysmy odebrac Oliwka od dziadkow.

dziadkowie

dziadkowie1

sandi.

ooooo

dziadkowie2

dziadkowie3

Ja spotkalam sie z paroma znajomymi - niestety nie ze wszystkimi, bo zabraklo mi czasu. Jednak 3 dni to duzo za malo jak na tak dluga nieobecnosc - mam na mysli znajomych bo kraju mialam dosc 5 minut po przekroczeniu granicy. Dziwne to, jak 5 lat moze czlowieka zmienic. Niby cale zycie tam mieszkalam a teraz nie moglabym sobie wyobrazic powrotu na stale. Ludzie wszedzie sie spiesza, sa tacy szarzy i smutni. Ulice dziurawe i pstrokate. Jednym slowem nie podobalo mi sie. Za to uswiadomilam sobie jak tesknilam za naszymi przyjaciolmi - milo bylo ich zobaczyc :)

A Oliwia wrocila do domu szczesliwa i rozpuszczona :) Zaczela ladnie mowic po polsku, wydoroslala. Teraz czeka na ferie letnie, zeby znowu pojechac do dziadkow - ciesze sie, ze tak to wyszlo, bo co jak co, ale dziecko powinno miec kontakt z dziadkami - niech ja rozpuszczaja - od tego przeciez sa :)

Na koniec jeszcze pare fotek z niedzielnego spaceru po Meersburgu.

rycerz

zamek

mlyn

wiking

dziczyzna

mops

happy face

zaba

waz

Cisza

mis

oli

Swieta, swieta i po swietach… Byli goscie:

familia

Bylo bardzo fajnie, nie liczac atakujacych wirusow.

jezioro

dziadek

szczerbulec

ladziab

Dziadkowie wrocili juz do Polski razem z Oliwia. W domu cicho, az uszy bola. Mloda szaleje z rodzinka i nie teskni, a my tak i to bardzo.

Kilka perelek z codziennych rozmow telefonicznych:

Ja: Co robisz?

O: Jak to co? Rozmawiam z toba.

***

O: Dzien dobry. Pa pa.

Ja: Jak to pa pa? Nie chcesz ze mna rozmawiac?

O: Prima aprilis.

***

Ja: Dobrze sie bawisz?

O: Dasz mi wreszcie tate do telefonu?!

***

Powinnam sie upajac cisza i spokojem, a ja sie zastanawiam co mam ze soba zrobic - nadmiar wolnego czasu. Najchetniej dzwonilabym do Polski co godzine, ale boje sie, ze rodzice przestana odbierac telefon ;)

Juz sie nie moge doczekac poniedzialku, kiedy to wsiade w samochod i pojade po Szczerbulca. Pytanie tylko, czy bedzie chciala ze mna wracac do domu ;)

Ech…

Szescioletni filozof

Na poczatek relacja z imprezy urodzinowej K.

http://picasaweb.google.com/karwowski.konrad/40YearsOld#

***

Jade z Oliwia samochodem. Luzna rozmowa. Do czasu, az pada pytanie:

- Mamo, jak urodzili sie ludzie, jak nie bylo jeszcze ludzi na swiecie?

- Yyyyy, dobre pytanie. Nie mam pojecia. - no bo co mam odpowiedziec 6-latce? Przeciez ciemnoty o biblii i bozi nie bede jej wciskac. Teorii ewolucji sama do konca nie ogarniam, to nie bede z siebie debila robic przed wlasnym dzieckiem :)

- Ja wiem. Urodzili sie w Afryce.

- Ale skoro nie bylo ludzi na swiecie, to w Afryce tez ich nie bylo.

- Yyyyy, masz racje. W takim razie ja tez nie wiem.

No i znowu zniknelam :)

Ja chyba po prostu nie potrafie regularnie pisac. Z drugiej strony jak sie uzbiera kilka ciekawostek to i mam o czym pisac.

Na czym to ja skonczylam? Aaa, rzucalam palenie. No wiec, palenia nie rzucilam, ale powod do dumy i tak mam - pale o polowe mniej niz zwykle. Za to teraz ze swiadomoscia, ze niedlugo i to sie skonczy delektuje sie kazdym papierosem do bolu. Nie chodze “na papierosa” z osobami, ktore mnie denerwuja - to moja chwila i wykorzystuje ja tak milo jak sie da. Najczesciej ze sluchawkami na uszach, zeby nikt mi dupy nie zawracal :)

***

Od dwoch tygodni jestesmy na diecie. Nie Montignac jak wczesniej, ale na tej bazie. Efekty calkiem mile, a i jedzenie smakuje jak nalezy - nie liczac poczatku diety kiedy to maltretowalismy sie gotowanym kurczakiem i twarozkami - na samo wspomnienie przechodza mnie dreszcze. Moze jak sie zima skonczy to wroce do wrzucania tu ciekawszych przepisow. Ale najpierw niech sie ociepli. Z racji pogody moje czynnosci zyciowe ograniczylam do minimum, a i tak mam wrazenie, ze to jeszcze za malo. Jak ja bym chciala byc misiem….ech…

***

Pomniejszyla nam sie ostatnio rodzinka o sztuk jeden. Ktoregos ranka Oliwia nas poinformowala, ze Miodek jakos dziwnie spi. Okazalo sie, ze swinka poszla spac na dobre. Zaloba w domu, wszystkim smutno. Tym bardziej, ze byla to nasza ulubiona swinka - ta z charakterkiem.

Na szczescie Oliwia zniosla to calkiem dobrze, poza ogolnym smutkiem i delikatna tesknota. Bardziej przerazila ja mysl, ze skoro tyle razy gadalismy, ze kiedys usmazymy swinie na obiad, to pewnie wlasnie przyszla pora zjesc Miodka. Coz to byla za ulga dla Mlodej jak jej obiecalismy, ze nie bedzie jej jesc. Szczesciara. Rodzice podali mi kiedys do zjedzenia pasztet z mojego ukochanego krolika. Na szczescie dowiedzialam sie o tym po paru latach, co nie zmienia faktu, ze pasztet byl boski.

***

Tak w skrocie to tyle u nas. Na koniec szczerbata mordka:

luka

i link do nowych zdjec. KlikKlik

Problemy wrozki zebowej

Od dluzszego czasu luki slowne na blogu zapycham zdjeciami. Czas najwyzszy cos zmienic w tym temacie.

Zaraz po swietach, a dokladniej w niedziele, Oliwia stracila kolejnego zeba. Gorna jedynke. Powinnam wyjasnic okreslenie “stracila”. Otoz zabek nie wypadl sam. Zostal wybity przez osobistego oliwkowego brata.
W zyciu bym nie pomyslala, ze 14 lat starszy brat wlasna siostre pozbawi zeba. A jednak.
Jakby nie bylo, gornych jedynek w dzieckowym uzebieniu brak. Teraz nie dosc, ze sepleni to wyglada jak wampirzy potomek.
Wrocmy jednak do tematu glownego. Skonczyly sie swieta, jest niedziela, a tym samym wszystkie sklepy sa zamkniete. Wypadniety zab dla moich rodzicow nie byl zadnym zmartwieniem. W Polsce za moich czasow nie bylo wrozki zebowej ani jej podobnych istot. Niestety nam juz nie jest tak latwo. Wrozka zebowa istnieje i pracowac musi, niezaleznie od dnia tygodnia. Kazdy zgubiony zabek wykrada spod poduszki a w zamian zostawia maly upominek. W naszym domu zostawila juz: pistolet na wode, koraliki i kolczyki. Czas na kolejna niespodzianke. I tu zaczyna sie problem. Niedziela. Poza stacja benzynowa wszystkie sklepy zamkniete. Niestety tam raczej wrozki sie nie zaopatruja. Nie pozostalo nic innego jak zabek zastapic gotowka.
Dzieciatko jak nigdy udalo sie na spoczynek o wlasciwej dzieciom porze, zmotywowane nocna wrozkowa wizyta.
My zas zasiedlismy przed telewizorem oddajac sie blogiemu nic nie robieniu, po czym zagrzebalismy sie w cieplutkiej poscieli. Rano K. ruszyl do pracy, a ja jeszcze staralam sie wyciagnac pare minut od Morfeusza.
I nagle Buum. Zapomnielismy o wrozce.
Zerwalam sie na rowne nogi, co do mnie jest raczej nie podobne. Kazdego ranka potrzebuje dosc duzo czasu, zeby otworzyc wreszcie oczy na dobre i zaczac dzien.
W biegu wyrwalam z torby portmonetke, a z niej 3 euro i poczynilam atak na oliwkowy pokoj. Na szczescie jeszcze spala, aczkolwiek moj nalot otwrzyl jej oczy. Wskoczylam jej do lozka.
- Mamo, co robisz?
- Nic, kochanie. Spij. Chcialam cie tylko przytulic.
Po czym przytulilam mocno lewa reka malego spiocha, prawa wetknawszy pod poduszke. Monety udalo mi sie szybko podlozyc, gorzej ze znalezieniem zabka. Po paru sekundach jednak sie udalo, bez wzbudzania podejrzen szczerbatego diablatka.
Szybko oswiadczylam, ze czas na przytulanie dobiegl konca i ze spokojem udalam sie do swojego, jeszcze cieplego lozka.
Po kilku minutach spod mojej koldry wylania sie szczerbata, usmiechnieta buzia.
- Mamo, wrozka zostawila mi pieniazki.
Uff, udalo sie :)

***

Wigilijny wieczor:

wigilja

wigilija

Bozonarodzeniowy poranek:

prezenty

goopi bartek

sandi i jo

latawce, dmuchawce…

No i znowu powrot do przeszlosci. Pazdziernikowy wypad na latawce.

Niedzielny poranek, telefon od Sandi: swieci slonce, wieje wiatr, idziemy puszczac latawce.

sandi

ariel

Jak sie okazalo to wcale nie takie latwe. Najtanszy i najmniej skomplikowany latawiec latal najlepiej. Reszta okazala sie bezuzyteczna platanina sznurkow.

ariell

sandi i oliwia

sandi i oliwiaa

oliwia i latawiec

No i male badabum. Oliwkowy latawiec porwal ze soba Sandi:

badabum

oliwia i latawiecc

o i s

Zrezygnowana Sandi:

sandii

konrad

sandiii

ania

Wlasnorecznie zrobiona przez Oliwie latarnia:

laterne

Osle mordki

Nie mam czasu. Zdjec uzbierala mi sie cala masa. Dzis przygotowalam tylko kawalek tego co mam. Niedzielny wypad turystyczny po okolicach jeziora Bodenskiego. Zdjec turystycznych brak, za to cala masa debilnych portretow, ktore mozecie obejrzec o tu: klik.

A to nasza latorosl z domalowanym biustem (wlasnej roboty - my nie mielismy z tym nic do czynienia):

cycki

Ania nadrabia zaleglosci, cz.VII (ostatnia)

Tak, tak, to juz ostatnia czesc. Cieszycie sie? ;) Tym sposobem nadrobilam zaleglosci i nastepna notka bedzie o ….no o czym?

Dokladnie tak! O naszym urlopie :)

A teraz wrocmy na majowy plac zabaw:

kĂĽs

Oczywiscie takiego zdjecia darowac sobie nie moge ;)

arzu z paluchem

Wampirzatko:

wampirek

Kolejka linowa i uczepiona do niej Oliwia - moglaby tak 24/24

seilbahn

Wsiadamy:

seilbahn2

i odjazd:

seilbahn3

A w tym czasie Ilyas korzysta z okazji, ze O. nie wrzeszczy na niego za bawienie sie jej kreda:

kreda

Niestety zauwarzyla. Foch!

fochhh

Odzyskana wlasnosc w lapie to i focha nie ma:

kreda2

Kolejka linowa kontra mamuski:

seilbahn4

seilbahn5

Patrze na zdjecie powyzej (i ponizej) i zastanawiam sie czy moje dziecko nie ma w sobie czegos z psa ;)

seilbahn6

seilbahn7

Oliwek w nowej fryzurce:

fryz

Podoba sie?

oliwfryz

Kilka dni temu wracam wieczorem z pracy a do mnie wybiega dwojka potworow: Oliwia i nocujacy u nas Yazay.

Oliwia: Mamo! Mamo! Yazay jest naszym synem!

Dziecko adoptowalo nam syna. Oto on:

yazayy

Porzucona przez syna matka i nowy tatus:

konio i arzu

Kto chce jeszcze kilka fotek zobaczyc: klik

Ania nadrabia zaleglosci, cz.V

UWAGA!

Bedzie duzo zdjec :)

Zaczne od tego jak to szukalismy samochodu, ale jak na zlosc nikt nie chcial mi takowego zafundowac:

landrover

Moze zreszta i dobrze. Czasem mam problem z rozmiarami mojego pezocika, to co dopiero z taka krowa :)

A teraz kilka witryn sklepowych.

Sklep z jeansami:

jeans

Knajpka:

knajpka

I obuwniczy:

papug

papuga

Czas na Dixifest. To taka impreza na ktorej mozna sie najesc, napic i kupic praktycznie wszystko:

traktorr

Konrad i Arzu porownuja brzuchy:

brzuchacze

Babcia Hund:

babcia

Oliwia i Yazay:

dzieciory

Dziadek Rysiek:

dziadek

I jeszcze raz babcia:

babciahund

Muzyka na zywo i balony:

kapela

Trampolinka:

trampolina

Sciana wspinaczkowa:

wspinaczka

wspinaczek

Oczywiscie moje dzieciatko z lekiem wysokosci odziedziczonym po mamusi nie wlazlo zbyt wysoko:

wspinaczeek

Wbijanie gwozdzi w deske:

gwozdzie

Przyszlosc strazy pozarnej w natarciu:

strazak

strazaczka

strazaczka2

strazaczka3

Zanudzilam?

Nie? To jest jeszcze kilka: Klik!

Ania nadrabia zaleglosci, cz.II

Ciag dalszy wycieczek rowerowych:

w lesie

I Wielkanoc.

Wielkanocny stol:

stol

Wielkanocna Oliwia:

oliiw

Wielkanocny Konrad:

konrad

I wielkanocna, nieostra Ania (co by nikogo w relacji nie zabraklo):

ania

A na koniec wielkanocne prosiaki:

swiniee

prosieta

Fotoblog

c.d.n.