Archive for October, 2008

Emocjonalny kolowrotek

Tytul dosc dziwny, ale za to dokladnie odzwierciedla co sie u mnie w srodku dzieje…

Zaczne moze od poczatku. Oliwia chodzi na zajecia do czegos w rodzaju biura pomocy mlodym. Pedagodzy, psycholodzy i logopedzi sprawdzaja co sie dzieje z oliwkowa mowa i szukaja pomyslow jak jej pomoc. Wczoraj mialam pogadanke z pania pedagog. Mowila, ze Oliwia to zywe dziecko (nie znam osoby ktory by tego nie mowila), otwarte, ale ciut niepewne, czasem nie wierzy w siebie, ma problemy z koncentracja i w radzeniu sobie w specyficznych sytuacjach wsrod innych dzieci. Miala tez przeprowadzony test dla sprawdzenia jej poziomu intelektualnego, i tu szok. Wszystkie zadania rozwiazala na poziomie 6-8 latka. Dodam, ze nie skonczyla jeszcze 5 lat. Tak wiec trzeba mocno zabrac sie za jej mowe, zeby poszla do szkoly jak najszybciej, bo inaczej bedzie siedziala w klasie i sie nudzila nad rozwiazanymi zadaniami podczas gdy inne dzieci beda je rozwiazywac. Pedagog przedstawila tez teorie, ze oliwkowa niepewnosc i brak wiary w siebie moze wynikac z tego, ze widzi, ze jest inna niz pozostale dzieci i nie chce od nich odstawac. Jakby nie bylo powod do dumy mamy ogromny.

To byl plus, a teraz czas na minus…niestety…

Odbieram dzis Oliwie z przedszkola a wychowawczyni z czerwonymi oczami bierze mnie na strone. “Wczoraj zmarla nasza mala Ruby”. Serce mi stanelo. Ruby to taka mala dziewczynka z pyzata buzia, wiecznie pokryta rumiencami, z blond wlosami, tak jasnymi, ze momentami wygladaja jak biale, wiecznie usmiechnieta i zagadujaca wszystkich. Pare tygodni temu Oliwia byla u niej na urodzinach - nie wiem tylko czy czwartych czy piatych. Wybiegla na ulice do zbierajacych sie gosci, podbiegala do kazdego, brala prezent i biegla dalej  - strasznie slodkie to bylo. I teraz juz jej nie ma. Nie wiadomo co sie stalo. Podobno byla chora, ale nie byl to powod smierci. Serce boli. Dlaczego tak sie dzieje? Przeciez 4 czy 5 -latki nie powinny umierac! Strasznie zal mi jej rodzicow. Nawet nie chce myslec, co moga teraz czuc.

Jak kazda matka mam teraz w glowie kociol. Modle sie o to bym nigdy nie dowiedziala sie jak to jest stracic dziecko. Zla jestem, ze poswiecam Oliwii tak malo czasu, bo gdyby cos sie stalo, nigdy bym sobie nie wybaczyla, ze nie wypelnilam jej tego czasu szczesciem i beztroskim dziecinstwem - az po brzegi…

Mam wspaniale i madre dziecko i nie doceniam tego jak powinnam. Tak wiec, zmykam do pokoju obok, narysowac z Oliwia portret Ruby - jej rodzice dostana ksiazke z rysunkami od calej grupy.

P.S. Poki co Oliwia przyjela ta wiadomosc dosc lagodnie, ale nie mam pewnosci czy rozumie, ze Ruby juz nie ma i nie bedzie…

Pilkarsko

Standardowo utknelam ze zdjeciami jeszcze we wrzesniu. Korzystajac z okazji, ze mam dzis troche luzu walcze z zaleglosciami. Efekty do wgladu na koncu posta :)

***

Odzwyczajamy Oliwie od spania przy zapalonym swietle - zawsze musiala byc zapalona mala lampka, no bo wiadomo, potwory i te sprawy… Wyjasnilam dziecku, ze tylko male bejbi spia przy zapalonym swietle, a ona przeciez juz duza dziewczyna. I trafilam w dziesiatke :) Od trzech nocy mloda pieknie spi po ciemku, jedynie w nocy przylazi do nas na chwilke sie przytulic. Scenka z dzisiaj:

Oliwia przyszla sie poprzytulac, ale po jakims czasie zrobilo mi sie strasznie ciasno wiec mowie:

Ja: Oliwia, idz do siebie.

Konrad: Co?

Ja: Nie do ciebie. Oliwia, idz do siebie.

Konrad: Co tam szepczesz?

Ja: Nie mowie do ciebie!

Po czym zgarnelam Oliwie i zaprowadzilam ja do wyra. Budze sie o 7, a Konrad przy kompie.

Ja: Co ty juz tam robisz?

Konrad: Gadalas cos do mnie o 4 rano i juz nie moglem zasnac.

LOL!

***

Staramy sie wrocic do diety Montignacowej, ale przyznam szczerze, ze uzaleznienie od cukru mocno nam utrudnia sprawe. Na dodatek jest sezon na jablka, a mieszkamy w rejonie niemiec, gdzie same pola z winogronami i sady jablkowe. Winogrona to pal licho, ale jablka sa boskie. Nawet Oliwia dziennie wciaga jakies 4 jablka - zazwyczaj jada jedno na miesiac ;) No i swinie oczywiscie tez kwicza o jablka, kiedy tylko mnie slysza :)

No ale jablka Montignac jakos przelknie, gorzej z tym cukrem. Naprawde nigdy nie zdawalam sobie sprawy, ze to cholerstwo takie uzalezniajace. Na szczescie z doswiadczenia wiem, ze po dwoch tygodniach po wywalenia z jadlospisu juz tak nie kusi. Tylko jak przetrwac te dwa tygodnie? He?

***

Czas na fotki.

Oliwia maly pilkarz! -zeby nie zawalac bloga fotkami cala sesja w linku :)

pilkarz

pilkarz2

odpoczynek

Z pamietnika kinomaniaka

Niby mowienie i poprawne skladanie zdan nie idzie Oliwi najlatwiej (z czym walcza logopedzi), ale za to obsluga odwarzacza CD czy iPhona to bulka z maslem. Jestesmy naprawde pod wrazeniem predkosci z jaka mloda opanowuje kazde nowe urzadzenie. Na szczescie przy calej jej fascynacji technologia, daje sie ja jeszcze zagonic do ksiazki czy malowania. Aczkolwiek takie sluchanie bajek:

oliwia ze sluchawkami

uwazam za swietna sprawe i szczerze polecam.

I tak w niedzielne popoludnie wywialo rodzicow kinomaniakow i ich nieodrodnego dziecia do kina. Nasz wybor padl na:  WALL.E

Jesli lubisz lekki, zabawny film, chcesz sprawic frajde dziecku w kazdym wieku, zabierz siebie, polowice i potomstwo na ten wlasnie film. Nie jest to jakis super ekstra hicior, ale nie ma w nim przemocy, jest cieply, momentami smieszny i genialnie zrobiony - nie ma sie czemu dziwic, skoro maczal tu palce Pixar.

A skoro jestesmy juz w temacie filmow to wrzuce kilka linkow do filmow, ktore zrobily ostatnio na mnie wrazenie.

1.  Wanted -masa efektow specjalnych (na poziomie), wyscigi samochodowe, strzelanina i Angelina Jolie, JamesMcAvoy i Morgan Freeman -warto zobaczyc!

2. Death race -samochody i Jason Statham - wiecej nie trzeba pisac zeby zachecic ;)

3. Bucket list - Morgan Freeman i Jack Nicholson - nie kojarze slabych filmow z ich udzialem i ten nie odbiega od poprzednich :)

A skoro juz jestesmy przy Morganie to polecam tez ten film: Feast of love - niby taki typowo babski, ale dla chlopw tez sie nadaje (mojemu sie podobal ;))

Czekam na wasze opinie :)

Warzywna Carbonara

Tak, wrocilismy do Montignaca, a co za tym idzie trzeba troche wysilic szare komorki, zeby nie jesc wciaz tego samego. Mi by to nie przeszkadzalo, ale moja polowice wszystko po dwoch dniach kole w zabki :)

Skladniki:

- warzywa (ja akurat mialam mrozonke z brokulow, kalafiora i marchewki)

- rzadka smietana

- boczek

- 2 zoltka

- paczka mrozonych ziol

- parmezan (wg. smaku)

Warzywa gotujemy w osolonej wodzie. Boczek zesmazamy na pateleni (my lubimy mocno zesmazony, ale to kwestia smaku). Smietane roztrzepujemy z zoltkami, dodajemy parmezan, ziola i boczek.  Na sam koniec wrzucamy gorace, lekko twarde warzywa. Gotowe.

carbonara

Smacznego!

***

Kilka nowych zdjec

Luzy

Dzis mam ostatni dzien pracy wieczornej - ciesze sie jak dziecko :) W prawdzie ten tydzien zapowiada sie byc wrecz wsciekly, ale wieczory mam WOLNE! No poza poniedzialkiem, kiedy to ide na kurs niemieckiego, ale to traktuje jak relaks. Nareszcie bede mogla polozyc mlode spac a siebie zainstalowac w wannie pelnej goracej wody i piany :) Przy wieczornej pracy tez bym mogla to robic, ale o 22 nie w glowie mi lezenie w wannie, tylko w wyrze :)

***

Z Oliwia jakby lepiej. Niby wciaz czesto biega do kibelka, ale nie placze, ze nic nie leci. Po konsultacji z lekarzem i wychowawczynia doszlam do wniosku, ze to najprawdopodobniej proby zwrocenia na siebie uwagi.

***

Wyprawa w poszukiwaniu kolorowych lisci i kasztanow:

klasy

hustawka

Kieszenie wypchane kasztanami i poza pt. Pozuje sie ladnie do zdjecia.

poza

Jesienne znalezisko:

motylek

***

Prosieta powoli zaczynaja sie do nas przyzwyczajac. Wciaz nie sa za chetne do brania na rece, ale chetnie biegaja po oliwkowym pokoju i podgryzaja lub liza nasze palce. Dzis za to zaskoczyly mnie bardzo. Weszlam rano na moment do oliwkowego pokoju, gdzie maja klatke i wyszlam. Nagle slysze glosne kwiczenie. Wracam, zeby zobaczyc co sie dzieje, a Miodek wystawila glowe z domku i kwiczy. Wsadzilam reke do klatki, obwachala, podszczypala, oblizala i kwiczy dalej. Przynioslam im po kawalku jablka - rzucila sie na nie jakby z tydzien nie jadla :) Zarlok maly. Dodam, ze wszelkie smakolyki dostaja przynajmniej dwa razy dziennie, a dzis nie byla jeszcze na nie pora :) Fajnie jest obserwowac takie zwierzaki i uczyc sie ich zachowan i reakcji - brakowalo mi tego bardzo.

A oto Miodek, a raczej jej tylek, chwile po tym jak Oliwia zbyt gwaltownie sie poruszyla:

miodek1

***

A od jutra dieta! Wielki powrot do Montignaca. Teskno mi za zdrowym odzywianiem - wagowo nie jest zle, ale skora wyglada koszmarnie, czuje sie slabo, zoladek wariuje…

Tak wiec, buleczki twarogowe juz upieczone i zamrozone, a zaraz biore sie za zrobienie pasty hummus. A propos ogladaliscie ten film?

http://www.filmweb.pl/f457545/Nie+zadzieraj+z+fryzjerem,2008

Fajna, durna komedia z moimi ulubionymi aktorami:  Rob Schneider , John Turturro i Adam Sandler Polecam! (Disco, disco! hehehe - kto ogladal zrozumie ;))

Byly sobie swinki dwie

Prosiaki wciaz okrutnie zestresowane. Niby juz nie uciekaja w szalenczym poplochu na nasz widok, ale tez srednio chetnie wychodza z domku w naszej obecnosci. A my uparcie staramy sie je przekonac, ze dobre z nas ludzie ;)

Suri:

suri

I tu uwydatnia sie roznica swinkowych charakterow. Oto Miodek:

miodek

Co smieszniejsze,  gdy zostaja w klatce we dwie, to wlasnie Miodek jest ta dominujaca. To ona zajmuje lepsze miejsce w domku, bierze lepsze kawalki jedzenia, odwazniej wychodzi z domku. A Suri dostaje tylko po uszach, gdy wejdzie w droge.

Za to po wyjeciu z klatki Suri wtula sie w rece i grzecznie lezy, a Miodek kwiczy i trzesie sie z przerazenia.

Kochane stworzonka :)

***

Padam na pysk. Baterie mi sie rozladowaly. Nie mam czasu ani checi na nic. Nawet na zdjecia nie mam ochoty, pomimo ze w glowie tysiace pomyslow. Na dodatek ten tydzien zapowiada sie jak jakies apogeum.

Wczoraj:

8 - logopeda z Oliwia

8.45 - 10 - Oliwia do przedszkola, ja po skierowanie do ginekologa, przy okazji wzielam kubeczek na mocz, bo mloda czesto sika, a na dodatek mowi, ze chce jej sie siku a nic nie leci. Od lekarza rodzinnego do ginekologa zrobic termin i  do pracy.

12-13 - zakupy spozywczo - chemiczne i biegiem odebrac Oliwie.

13-15 - porzadek u swin, ogarniecie roboty onlinowej.

15-18 - proby zlapania oliwkowych sikow. Gdy wreszcie sie udalo, pedem do lekarza. Badanie nic nie wykazalo. Wizyta u lekarza zaklepana na srode.

18-19 - przygotowanie obiadu, ogarniecie chalupy.

20 - 22 - kurs niemieckiego.

22-23 - praca online.

Dzis:

6,30 - 7 - dziecko wyjace na kibelku, ze chce siku a nie leci, na dodatek zimno…

8-12 - mloda do szkoly muzycznej (na szczescie ze szkoly pani zaprowadzila ja do przedszkola - dwa pietra nizej), ja do pracy - z mala przygoda po drodze. Wjezdzam w uliczke gdzie pracuje, a tam wszystko rozkopane. Niestety nie mialam mozliwosci sie wycofac, wiec jade. Jakis koles z budowy mnie zaatakowal, ze za szybko jade. Zwolnilam i przymierzam sie do miniecia wystajacej z ziemi studzienki. Koles podbiega i tlumaczy, ze musze uwazac, bo studzienka jest wysoka. Rezygnuje z przejechania jej “okrakiem” i wciskam sie obok, wspomniany koles zabiera pacholek zebym sie zmiescila. Dziekuje mu najladniej jak tylko umiem i jade dalej czujac sie jak totalna blondynka. Zaparkowalam gdzie badz, bo dojazdu do miejsca docelowego nie bylo. W pracy juz okazalo sie, ze moge sie przeparkowac. Szef na szczescie zauwazyl ze zbieram sie jak pies do jeza, zabral kluczyki i przestawil moj samochod :) Blondi az po same cebulki wlosow…

0 17 musze jechac znowu do pracy i  wroce o 22 a jedyne o czym wlasnie marze to pasc do wyra ( nie wazne ze posciel srednio swieza, bo nie mam kiedy zmienic) i spac, spac i spac. Obudzic sie, wypic winko z mezem i znowu pojsc spac, nie wlaczajac budzika przed zasnieciem… Marzenia :(

Koniec, musze biec dalej…

[’]

Nasze male kochane futrzatko zakonczylo dzis swoj zywot.

chomik

W sumie to i lepiej dla niego, bo ostatnio ewidentnie nie czul sie najlepiej.

I pomimo, ze byl z nami tylko 1,5 roku, i ze byl mega dzikusem, to zal nam bardzo.

Oliwia wiadomosc przyjela calkiem spokojnie. Rozumie, ze byl juz stary i chory. Ciagle jednak powtarza, ze bardzo go kocha, ale jego juz nie ma. Nawet narysowala jego portret…

Zeby jednak troche ukrocic ten zal kupilismy dwie swinki morskie - dwie bo to towarzyskie zwierzatka. Tak wiec, mamy dwie swinki - dziewczynki. Maja juz nawet imiona: Miodek (zamiennie z Hönig) i Suri. Tylko zdjec jeszcze nie maja, bo poki co siedza przerazone w domku. Juz sie nie moge doczekac az sie troche oswoja, Oliwia zreszta tez :)

***

Jestem po rozmowie z oliwkowa wychowawczynia i normalnie pekam z dumy. Oliwia jest bardzo madra, super dogaduje sie z dzieciakami, potrafi bawic sie sama i w grupie, wszelkie plastyczne zajecia wykonuje na poziomie 6- latkow a czasem nawet lepiej. Zawsze musi miec ostatnie slowo - niejednokrotnie probuje dyskutowac z nauczycielkami. No i standardowo zyskala przydomek traby powietrznej ;) Oczywiscie wciaz borykamy sie z problemami z mowieniem, ale widac juz wielkie postepy jakie poczynila odkad jezdzimy do logopedy. no i jak tu nie byc dumnym? ;)