Emocjonalny kolowrotek
Tytul dosc dziwny, ale za to dokladnie odzwierciedla co sie u mnie w srodku dzieje…
Zaczne moze od poczatku. Oliwia chodzi na zajecia do czegos w rodzaju biura pomocy mlodym. Pedagodzy, psycholodzy i logopedzi sprawdzaja co sie dzieje z oliwkowa mowa i szukaja pomyslow jak jej pomoc. Wczoraj mialam pogadanke z pania pedagog. Mowila, ze Oliwia to zywe dziecko (nie znam osoby ktory by tego nie mowila), otwarte, ale ciut niepewne, czasem nie wierzy w siebie, ma problemy z koncentracja i w radzeniu sobie w specyficznych sytuacjach wsrod innych dzieci. Miala tez przeprowadzony test dla sprawdzenia jej poziomu intelektualnego, i tu szok. Wszystkie zadania rozwiazala na poziomie 6-8 latka. Dodam, ze nie skonczyla jeszcze 5 lat. Tak wiec trzeba mocno zabrac sie za jej mowe, zeby poszla do szkoly jak najszybciej, bo inaczej bedzie siedziala w klasie i sie nudzila nad rozwiazanymi zadaniami podczas gdy inne dzieci beda je rozwiazywac. Pedagog przedstawila tez teorie, ze oliwkowa niepewnosc i brak wiary w siebie moze wynikac z tego, ze widzi, ze jest inna niz pozostale dzieci i nie chce od nich odstawac. Jakby nie bylo powod do dumy mamy ogromny.
To byl plus, a teraz czas na minus…niestety…
Odbieram dzis Oliwie z przedszkola a wychowawczyni z czerwonymi oczami bierze mnie na strone. “Wczoraj zmarla nasza mala Ruby”. Serce mi stanelo. Ruby to taka mala dziewczynka z pyzata buzia, wiecznie pokryta rumiencami, z blond wlosami, tak jasnymi, ze momentami wygladaja jak biale, wiecznie usmiechnieta i zagadujaca wszystkich. Pare tygodni temu Oliwia byla u niej na urodzinach - nie wiem tylko czy czwartych czy piatych. Wybiegla na ulice do zbierajacych sie gosci, podbiegala do kazdego, brala prezent i biegla dalej - strasznie slodkie to bylo. I teraz juz jej nie ma. Nie wiadomo co sie stalo. Podobno byla chora, ale nie byl to powod smierci. Serce boli. Dlaczego tak sie dzieje? Przeciez 4 czy 5 -latki nie powinny umierac! Strasznie zal mi jej rodzicow. Nawet nie chce myslec, co moga teraz czuc.
Jak kazda matka mam teraz w glowie kociol. Modle sie o to bym nigdy nie dowiedziala sie jak to jest stracic dziecko. Zla jestem, ze poswiecam Oliwii tak malo czasu, bo gdyby cos sie stalo, nigdy bym sobie nie wybaczyla, ze nie wypelnilam jej tego czasu szczesciem i beztroskim dziecinstwem - az po brzegi…
Mam wspaniale i madre dziecko i nie doceniam tego jak powinnam. Tak wiec, zmykam do pokoju obok, narysowac z Oliwia portret Ruby - jej rodzice dostana ksiazke z rysunkami od calej grupy.
P.S. Poki co Oliwia przyjela ta wiadomosc dosc lagodnie, ale nie mam pewnosci czy rozumie, ze Ruby juz nie ma i nie bedzie…












