Archive for November, 2008

Uziemieni

Uziemieni w domu z antybiotykiem… Oliwie dopadlo jakies cholerne przeziebienie, ktore paskudnie wlazlo sobie na oskrzela. Tydzien w domu. Na szczescie udalo mi sie poprzekladac prace na wieczory - uroki mieszkania z daleka od babc :( Mloda tez niezbyt szczesliwa, bo czeka kiedy wreszcie pojdzie do przedszkola. Nie ma lekko.

***

Poprosilam Oliwie, zeby w koncu zabrala sie za napisanie/narysowanie listu do Mikolaja. Nie szlo jej to najlepiej, wiec ostatecznie dziecko wymyslilo sobie sposob na ulatwienie zycia. Wziela katalog ze sklepu zabawkowego, czarna kredke i zaznaczyla w katalogu wszystkie interesujace ja pozycje, czyt. prawie caly katalog. Wiec zaczelam jej tlumaczyc, ze Mikolaj nie ma tyle pieniazkow, zeby kupic tak duzo prezentow wszystkim dzieciom (na szczescie mloda nie kapnela sie, ze to przeciez elfy robia zabawki). Pozwolilam jej wybrac sobie najwyzej dwie zabawki. No, ale co tu wybrac? I sie zaczelo…

- Mamo, ale skoro te zabawki sa w gazetce, to znaczy, ze mozna je kupic w sklepie, a skoro mozna je kupic, to ja sobie sama moge kupic, bo przeciez mam pieniazki…

Zanim zdazylam cos odpowiedziec, jej juz w pokoju nie bylo. Byla u siebie, wydlubywala ze swinki monety i zachwycala sie, ze ma ich tak duzo. Ech…. :)

Wychodzi na jaw smutna prawda, ze Mikolaj jest juz niepotrzebny… obym sie mylila, bo w zeszlym roku grozba dostania rozgi skutecznie pomagala mi ujarzmiac moje diablatko.

A propos swiat, czy tylko my jestesmy juz na nie gotowi? Prezenty juz wybrane - jeszcze nie kupione, ale decyzja juz podjeta i pieniadze odlozone, zaraz zamowie kartki swiateczne (gotowe juz od miesiaca). Praktycznie brak tylko drzewka, zarcia i porzadku w domu ;)

To wszystko chyba przez to, ze juz od miesiaca pstrykam fotki swiateczne i chyba ciut za mocno wczulam sie w nastroj :)

***

Co by za mocno nie wybiegac w przyszlosc was zostawie w jesiennym ciepelku  a sama udam sie do kuchni i poobijam troche miecho na schabowe.

Lutoofki


Z Asia znamy sie ponad 5 lat. Poznalysmy sie na pewnym forum internetowym, gdzie szukalysmy wsparcia i odpowiedzi na dreczace nas pytania, ktorych to przyszle mamy maja na peczki. W ten sposob stworzyla sie grupka tzw. Lutoofek – ciezarnych dziewczyn z wyznaczonym terminem porodu na luty 2004. Niektore wyskoczyly przed szereg, jak na przyklad Asia i urodzily w styczniu (ba, nawet mamy jedna grudniowa lutoofke).

Poniewaz wszystkie jestesmy rozsypane po calym swiecie, nie udalo nam sie razem spotkac, ale za to w Warszawie stworzyla nam sie mala spacerowo-kawkowa grupka.

Oto i ona:

lutoofki

Od lewej: ja z Oliwia, Kasia z Jeremim (synek Asi, ktora obslugiwala aparat) i Jasiem, Kama z Tomkiem.

Ciut poza tematem, Oliwia i Jas urodzili sie tego samego dnia, w tym samym szpitalu.

 

Niestety odkad wyjechalismy z Polski nie bylo okazji na zadne spotkanie. Na szczescie nasza forumowa grupka wciaz trzyma sie razem, ale to nie to samo co kawka i plotkowanie na zywo.

I nareszcie trafila sie okazja. Asia przyjechala ze swoja rodzinka do Niemiec – nie do nas, ale na tyle blisko, ze udalo nam sie zorganizowac spotkanie.

Oto mini relacja z minionej soboty:

Zaczelismy od krotkiego spaceru nad Dunaj:

asia

 

dunaj

 

Pan fotograf:

radek

 

Nastepnie poszlismy szukac placu zabaw:

jeremek

 

asia2

 

Ale znalezlismy tylko boisko:

olwia

 

jeremi

 

Dzieciarnia zlapala sie w sieci:

ryby

 

A starzy gadali:

asia3

 

I sie wydurniali:

konrad idiota

 

Ostatecznie udalismy sie na poszukiwania kawy i czegos do jedzenia. W drodze:

oliwia by konrad

jeremi i radek

 

Juz w knajpce, Jeremi zafascynowany Oliwkowymi wlosami:

jeremi i oliwia

 

Dzieci uciekly nam na dwor:

ja i o

 

A starzy mogli w spokoju i ciszy pogadac:

jaaa

asia4

 

asia5

 

Niektorzy bawili sie dzieckowymi zabawkami:

mis i pony

 

Na odchodne mlodziez wciagnela po paczku:

jeremi i poczek

 

jeremi i paczek

 

Grunt to miec dobry patent:

patent

 

paczkowe dzieci

 

paczkowe dzieci2

 

To by bylo na tyle zdjec.

Dawno nie spedzilismy tak milo dnia, w tak dobrym towarzystwie.

Mam nadzieje, ze niedlugo uda nam sie to powtorzyc. Oliwia tez nie moze sie juz doczekac powtorki.

 

 

 

Nadrabiamy jesienne zaleglosci

Od czego by tu zaczac?

Moze dokoncze i mam nadzieje, ze zamkne juz poprzedni temat: Ruby. Przebrnelismy przez tysiace oliwkowych pytan: Dlaczego? Poniewaz wizja aniolka jest dla Oliwii bardziej abstrakcyjna niz duch, wiec przyjelismy wersje, ze Ruby jest teraz duszkiem ktory fruwa sobie w chmurkach i patrzy czy jej kolezanki i koledzy z przedszkola dobrze sie bawia. Dzieki temu pojawiaja sie dosc smieszne, takie rozmowy:

Ja: Oliwia czemu trzasnelas tymi drzwiami, prosilam cie zebys zamknela je cicho?

Oliwia: To nie ja!

Ja: A kto?

Oliwia: Duch Ruby.

Niestety nie wszystko w tym temacie przeszlo bez echa (jeszcze nie). Niby juz nie padaja pytania: Czemu?, ale widac, ze mloda jest bardzo rozbita. Wszystko co nie idzie po jej mysli wywoluje mega histerie, drobiazgi prowadza do lez i na kazdym kroku mowi, ze nas kocha i upewnia sie, czy uczucie jest odwzajemnione. Wiem, potrzebuje jeszcze czasu, ale smutno tak patrzec jak dzidziol sie z tym zmaga.

***

W zeszlym tygodniu bylismy u znajomego, ktorego syn ma u siebie w pokoju stol do pilkarzykow. Swietna zabawka. Oliwia namowila mnie na mecz. I ku mojemu zdziwieniu dziecko ogralo mnie po calosci. Po 5 bodajze bramce na koncie mlodej stwierdzilam, ze ide dopic kawe, na co uslyszalam:

- Mamo nie! Zagraj ze mna jeszcze. Obiecuje, ze juz nie bede wygrywac.

***

Dawno nie bylo o swiniach. Prosiaki maja sie dobrze, sa wiecznie glodne i slodkie. Jak tylko slysza kogos w domu zaczyna sie kwik, ktory to mozna przetlumaczyc: Daj nam jesc! Dam nam jesc!

Przerazone futrzaki:

swinie

Suri:

surii

Miodkowa mordka:

miodek2

Ciekawosc wygrywa ze strachem:

miodek ciekawski

dokarmianie

***

A teraz o innym kochanym zwierzaku. W sezonie pracuje w knajpce rybnej, tzw. fishimbiss. Przez caly sezon pod drzwiami imbissu przesiaduje ten oto kocur:

lumpi

i czeka na swoja porcje swiezej rybki. Kocisko ma na imie Lumpi i mieszka w sasiedztwie. Teraz niestety imbiss juz jest zamkniety, wiec Lumpi musi sie zadowolic tym, co daje mu pani :) Ale jak tylko widzi samochod Gaby (mojej szefowej) pod imbissem pojawia sie z nikad pod drzwiami i zebrze o kocie smakolyki :)

Zeby nie bylo, ze on taki slodziutki - dziad z niego straszny. Zazwyczaj klienci zachwyceni slicznym kiciusiem, obrywaja pazurem podczas proby poglaskania futrzaka. Nie raz tez sie zdarzalo, ze gnojek rzucal sie na przechodzace obok, lub siedzace przy stoliku z wlascicielami psy. Dodam, ze Lumpi ma swoje lata i powinien byc juz statecznym, leniwym kocurem jak na nastoletniego kocura przystalo :)

***

Czas na streszczenie wrzesniowo-pazdziernikowych spacerow:

zjezdzalnia1

A tak dzidziolek milusi wyglada jak wrzeszczy na inne dzieci zeby nie tykaly jej zabawek:

wrzask

zjezdzalnia2

koparka

Przemeczony spacerowaniem tatus:

tatus

Tu znajdziecie wiecej spacerowych fotek: http://oliwkowygaj.blogspot.com/

***

Na koniec jeszcze widoczek z naszego balkonu (mozecie zazdroscic ;) ):

alpyy

Jakby co, to te pagorki w tle to Alpy :)