Uziemieni
Uziemieni w domu z antybiotykiem… Oliwie dopadlo jakies cholerne przeziebienie, ktore paskudnie wlazlo sobie na oskrzela. Tydzien w domu. Na szczescie udalo mi sie poprzekladac prace na wieczory - uroki mieszkania z daleka od babc
Mloda tez niezbyt szczesliwa, bo czeka kiedy wreszcie pojdzie do przedszkola. Nie ma lekko.
***
Poprosilam Oliwie, zeby w koncu zabrala sie za napisanie/narysowanie listu do Mikolaja. Nie szlo jej to najlepiej, wiec ostatecznie dziecko wymyslilo sobie sposob na ulatwienie zycia. Wziela katalog ze sklepu zabawkowego, czarna kredke i zaznaczyla w katalogu wszystkie interesujace ja pozycje, czyt. prawie caly katalog. Wiec zaczelam jej tlumaczyc, ze Mikolaj nie ma tyle pieniazkow, zeby kupic tak duzo prezentow wszystkim dzieciom (na szczescie mloda nie kapnela sie, ze to przeciez elfy robia zabawki). Pozwolilam jej wybrac sobie najwyzej dwie zabawki. No, ale co tu wybrac? I sie zaczelo…
- Mamo, ale skoro te zabawki sa w gazetce, to znaczy, ze mozna je kupic w sklepie, a skoro mozna je kupic, to ja sobie sama moge kupic, bo przeciez mam pieniazki…
Zanim zdazylam cos odpowiedziec, jej juz w pokoju nie bylo. Byla u siebie, wydlubywala ze swinki monety i zachwycala sie, ze ma ich tak duzo. Ech….
Wychodzi na jaw smutna prawda, ze Mikolaj jest juz niepotrzebny… obym sie mylila, bo w zeszlym roku grozba dostania rozgi skutecznie pomagala mi ujarzmiac moje diablatko.
A propos swiat, czy tylko my jestesmy juz na nie gotowi? Prezenty juz wybrane - jeszcze nie kupione, ale decyzja juz podjeta i pieniadze odlozone, zaraz zamowie kartki swiateczne (gotowe juz od miesiaca). Praktycznie brak tylko drzewka, zarcia i porzadku w domu
To wszystko chyba przez to, ze juz od miesiaca pstrykam fotki swiateczne i chyba ciut za mocno wczulam sie w nastroj
***
Co by za mocno nie wybiegac w przyszlosc was zostawie w jesiennym ciepelku a sama udam sie do kuchni i poobijam troche miecho na schabowe.



































